REKLAMA
REKLAMA
 
lp login pkt
1 wiesia 214
2 kosa76 213
3 magi 204
4 cypek1910 198
5 abel55 197
6 robert77u 191
7 sebalat... 188
8 czackikom 188
9 EGON72 186
10 conrado... 185
REKLAMA
 
Wełna: "Moim celem jest pomóc Widzewowi awansować do ekstraklasy"
 
Piątek, 8. marca 2019, godz. 19:30


Kontynuujemy cykl naszych rozmów z zawodnikami Widzewa. Na pierwszy ogień przeprowadziliśmy wywiad z Przemysławem Banaszakiem, a zapis rozmowy znajdziecie tutaj. Kolejnym zawodnikiem, przepytanym przez "Widzewiaka" jest Tomasz Wełna. 

Obrońca podzielił się z nami ciekawostkami dotyczącymi przebiegu swojej kariery, pobytu na Cyprze oraz ulubionej marki samochodów. W wywiadzie przeczytacie m.in. o pewnej sytuacji na cypryjskiej autostradzie oraz powodzie, przez który Wełna nie trafił do Karpat Lwów. 

- Zacznijmy od obejrzenia  zdjęcia z meczu z Gryfem Wejherowo. Chyba dobrze obrazuje poziom zaciętości.
Tomasz Wełna:
- To był typowy mecz walki. Dominowaliśmy nad Gryfem piłkarsko, a takie spotkania trzeba wygrywać. Ktoś dobrze powiedział w wywiadzie, ze takimi spotkaniami wygrywa się ligę.

- W tym spotkaniu było sporo spięć, fauli. Ciężko było przechylić szalę na swoją korzyść, zdominować rywala. Z tego powodu chcielibyśmy się dowiedzieć, jak podchodzisz do prowokacji ze strony rywala? Jako obrońca spotykasz się na pewno z cwanymi napastnikami.
- Obrońcy to też cwaniaki (śmiech). Na poważnie, takie sytuacje zdarzają się bardzo często, ale nie można odpuścić, bo w taki sposób można sobie ustawić mecz. Czy to twardszym wejściem, czy jakąś złośliwością. Takie gesty zdarzają się z obu stron. Dajmy na to mecz z Gryfem, w którym byłem podszczypywany w polu karnym. Kiedyś miałem taką sytuację w juniorach Polonii. Pojechaliśmy do Opalenicy na turniej i zawodnicy z Nigerii łapali nas za przyrodzenie.

- Żartujesz...
- Poważnie! Coś takiego przytrafiło mi się tylko raz, ale wydarzyło się naprawdę. Tak, teraz z Gryfem tylko podszczypywali.

- Nie jesteś jednak zawodnikiem, który pozwala sobie wchodzić na głowę?
- Nie, zdecydowanie. Czasami łapię przez to głupie żółte kartki, dlatego coś z tym trzeba zrobić. Chociaż w ostatnim meczu sędzia zareagował chyba zbyt pochopnie, bo po prostu walczyłem w polu karnym i chciałem mieć lepszą pozycję od napastnika.

- Trener cię strofuje za te żółte kartki?
- Oczywiście. Trener nie lubi, gdy zawodnik otrzymuje je za głupotę. Nie dziwię się, bo przez to traci piłkarza i musi rotować składem.

- W ostatnim czasie ćwiczycie nowe ustawienie. W meczu z Gryfem przechodziliście z klasycznej czwórki obrońców do układu z trójką defensorów. Wiele polskich zespołów, w tym kadra Nawałki, przeliczyło się stosując taki wariant? Widzewowi to nie grozi?
- Moim zdaniem wygląda to bardzo fajnie. Na treningach przećwiczyliśmy różne warianty i naprawdę dobrze to wychodziło.

REKLAMA


- A Ty w którym ustawieniu czujesz się lepiej?
- Ja czuje się dobrze na boisku. Czy będę grał na lewej obronie, czy na lewym pół-stoperze, czy klasycznie nie ma dla mnie znaczenia. Mam już 28 lat i umiem się ustawiać. Czasami mogę być spóźniony, ale to zawsze kwestia koncentracji na boisku, ona musi być na 100 procent.

- Przejdźmy do twojej przeszłości. Jak wyglądały Twoje początki jeśli chodzi o grę w piłkę? Masz wujka – Dariusza Wełnę, który grał w klubach z Mazowsza, w Polonii. To on wywarł na Ciebie wpływ?
- Największy wpływ wywarli na mnie rodzice, którzy próbowali ze mną różne sporty. Od pływania, tenisa stołowego, koszykówka, siatkówka. Gama tych sportów była naprawdę ogromna i z tatą oraz wujkiem próbowaliśmy naprawdę różnych dyscyplin, ale w piłce czułem się najlepiej.

- Zaczynałeś w tym samym klubie co wujek - Nadnarwianka Pułtusk. Był jakiś powód, bo urodziłeś się w Ciechanowie?
- W Ciechanowie tylko się urodziłem, Pułtusk to moje rodzinne miasto, gdzie też zacząłem grać w piłkę.

- Czyli kto w końcu inspirował Cię najbardziej do gry w piłkę?
- Najbardziej inspirował mnie tata, który ganiał mnie do tej piłki. Jeździliśmy oczywiście na mecze wujka, ale to jednak tata dał mi impuls do gry.

- Z Nadnarwarnianki trafiłeś do juniorów Polonii, gdzie w drużynie Młodej Ekstraklasy grałeś z Pawłem Wszołkiem, Łukaszem Teodorczykiem. Obecnie grają w Queens Park Rangers, Udinese. Masz z nimi jeszcze kontakt?
- Nie za bardzo. Ciężko utrzymać kontakt na odległość. Gdybyśmy się spotkali, to na pewno zbilibyśmy piątki i pogadali, ale przy takich rozjazdach ciężko utrzymać znajomość.


- Twój debiut w ektraklasie przypadł na mecz Polonii ze Śląskiem Wrocław, kiedy zagrałeś końcówkę w kwietniu 2013. Potem przyszły dwa występy w pierwszym składzie. Pamiętasz coś z tych spotkań?
- Oczywiście! W debiucie nawet dotknąłem piłki (śmiech). W tej Polonii prześladował mnie jakiś zły duch, bow meczu z Koroną Kielce nie mogłem dokończyć gry, może przez brak magnezu? Ponoć poradziłem sobie całkiem dobrze, sędzia podyktował rzut karny po faulu na mnie.

- Następnie był okres w Dolcanie, gdzie na ciebie stawiano, dalsze treningi w Polonii. Po spadku przyszedł jednak epizod w Cracovii, o którym nie lubisz mówić.
- To była kompletna pomyłka. Przychodząc do Krakowa chciałem pozostać w ekstraklasie, ale ponownie nie wybrałbym tego klubu. Nie chcę tego zwalać na jakiś konflikt z trenerem, ale po prostu drugi raz bym tak nie zrobił.

- Po Cracovii odżyłeś w Puszczy Niepołomice...
- Generalnie w Cracovii po zwolnieniu trenera Stawowego przyszedł Mirosław Hajdo. Wszystko wyglądało fajnie, było dopięte na ostatni guzik. Jednak po zwolnieniu Hajdy, szkoleniowcem został Podoliński, a ja zostałem pogoniony. Wtedy trafiłem do Stomilu, gdzie spędziłem kawałek życia, dwa lata. Stworzyliśmy całkiem fajną drużynę, w pewnym momencie brakowało nam chyba tylko punktu do Termaliki. Ostatecznie, w Olsztynie tradycyjnie zaczęło brakować pieniędzy i czar prysł.

- W Stomilu zdarzył ci się ciekawy mecz, byłeś prawdziwym Speedym Gonzalesem. Tomasz Wełna strzela bramkę w 61. minucie, po czym do 67 minuty otrzymuje dwie żółte kartki i schodzi z boiska...
- Wracałem po kontuzji i trener Jabłoński zdecydował, że wystawi mnie na skrzydle. Byłem zdziwiony, bo rzadko przestawia się stopera na bok pomocy, ale dlaczego nie? Najpierw zdobyłem bramkę, po czym przerwałem jakąś kontrę i za to była pierwsza żółta kartka. W drugiej sytuacji przewróciłem się w polu karnym, ale od razu wstałem! Sędzia uznał jednak, że symulowałem. To na pewno ciekawy epizod w moim życiu i zapamiętam go na zawsze.

- Najciekawsze wspomnienia masz chyba jednak z Cypru. Poleciałeś do Arisu Limassol i tam początkowo też nie szło. Czytając twoje wypowiedzi da się odczuć, że coś tam nie grało.
- Jest coś takiego jak aklimatyzacja zawodnika. Język naprawdę mi nie przeszkadzał, bo mówię płynnie po angielsku, ale nie czułem się dobrze fizycznie. Byłem ociężały, przeszkadzała mi piłka, nie czułem się dobrze na boisku. Po zmianie trenera odżyłem.

- Mecze na Cyprze mają raczej wakacyjny klimat poza spotkaniami czołowych klubówi jak Apollon i Omonia?
- Cypryjczycy wolą obejrzeć mecz w kawiarni, niż iść na stadion. Byłem kiedyś na finale pucharu Cypru pomiędzy czołowymi klubami i stadion nie był wypełniony.

- Miałeś jakieś problemy z cypryjskimi prezesami i wypłatami?
- Mnie udało się dostać 9 na 10 pensji, więc nie wyszedłem źle jak na tamtejsze warunki. Tutaj przypomniała mi się fajna historia. Każdy zawodnik dostawał od klubu auto. Zawoziłem nim rodziców mojej narzeczonej na lotnisko autostradą. Przekroczyłem prędkość o jakieś 10 kilometrów i zatrzymała nas policja. Wytłumaczyłem się, że się spieszymy, więc nas puścili. W drodze powrotnej ponownie minęliśmy ten patrol, a ja im pomachałem z uśmiechem. Chwilę po tym zobaczyłem w lusterku radiowóz na sygnale. Sprawdzili samochód, a ja nie miałem żadnych dokumentów. Auto nie miało zrobionego serwisu, opłaty drogowej, ubezpieczenia. Co zrobili policjanci? Zawieźli mnie na posterunek, gdzie odebrali mnie dopiero koledzy z zespołu. Jakiś czas później musiałem się stawić w sądzie. Powodem był brak ubezpieczenia samochodu. Chcąc przyspieszyć całą sprawę, przyznałem się do wszystkich zarzutów. Zasądzono mi grzywnę w wysokości 400 euro. Klub ich nie zapłacił, przez co nie mogłem opuścić kraju.

- Tamtejsze kluby naprawdę są aż tak „z kartonu”?
- To taka mentalność. Wszystko jutro, jutro, ciągle to powtarzają (śmiech). Trzeba do tego się do tego przyzwyczaić.

- A poleciłbyś któremuś z zawodników taki wyjazd na Cypr?
-Jak będzie miał 33 lata, by odpocząć i pograć rekreacyjnie. Teraz po kryzysie greckim ciężko tam o pieniądze, kluby jeszcze się nie podniosły.

- Potem miałeś chyba oferty z innych krajów? Grecja?
- Tak, dostałem ofertę z pierwszej ligi Grecji, ale z narzeczoną szukaliśmy czegoś bliżej Polski i trafiła się propozycja z Ukrainy, konkretnie z Karpat Lwów. Byliśmy już zdecydowani i kreśliliśmy plany, bo oferta była bardzo korzystna, ale nie miałem paszportu. Zgłosiłem się do urzędu z prośbą o wyrobienie paszportu tymczasowego, ale się nie udało. Musiałem czekać 30 dni na ten normalny, a Karpaty w tym czasie znalazły sobie kogoś innego. Zostałem na lodzie, bo po Cyprze wierzyłem, że znów trafię do ekstraklasy. Ten kraj to naprawdę raj na ziemi, a ludzie tam są wspaniali. Zdarzało się podczas zakupów w markecie, że dostawałem z narzeczoną darmowe produkty, bo pracownicy wiedzieli, że gram w piłkę. Cypryjczycy szaleją na punkcie futbolu.

- Czyli poza grą można było odpocząć?
- Tak, zdecydowanie, ale muszę powiedzieć, ze wszystko się przejada. Do plaży miałem kilka metrów, jednak nie chodziłem. Było tego za dużo, za gorąco, prosiło się o deszcz, jakąś odmianę. Poznałem jednak Cypr wzdłuż i wszerz, odwiedziłem część turecką. Ciekawa sprawa, gdy w Nikozji miasto jest przedzielone barykadą z beczek i drutu kolczastego. Południe jest zdecydowanie bardziej zadbanę i rozwiniętę.


- Po powrocie do Polski grałeś w Miedzi Legnica, skąd trafiłeś do Olimpii, a potem transfer do Widzewa. Powrót do Grudziądza nie był jednak wymarzony.
- Chciałbym zapomnieć o tym meczu, bo wszystko potoczyło się nie tak jak sobie to założyliśmy. Od tego zaczęły się też nasze problemy pod koniec rundy. Oczywiście nie chcę zwalać naszej dyspozycji na to jedno spotkanie, ale to był negatywny impuls.

- Kiedyś podczas rozmowy wspominałeś, że masz dodatkowe zajęcia na siłowni. Jak to wygląda? Sam dbasz o siebie, czy dostajesz jakąś rozpiskę?
- Mamy ścisłe wytyczne od trenera motorycznego, który wskazuje nam, które partie mięśni powinniśmy rozwijać. Chodzi o ogólną sprawność fizyczną.

- Nadal jesteś wierny BMW?
- O tak (śmiech). Dalej korzystam z tej marki, pomimo stereotypów krążących o właścicielach tych samochodów. Jest jednak bardzo funkcjonalne, nie narzekam.

- A dalej jesteś nałogowcem jeśli chodzi o konsole?
- Nałogowcem jest Marcin Kozłowski. Myślałem, że ja dużo gram, ale przy „Cinku” wymiękam.

- Kiedyś stwierdziłeś, że lubisz gotować...
- Już nie, teraz narzeczona przejęła tę rolę (śmiech).

- Możemy wrócić na chwilę do Polonii? Jak wyglądał klub za panowania Ireneusza Króla?
- Było ciężko. Ja mogłem zwrócić się o pomoc do rodziców, ale niektórzy koledzy mieli kredyty i spore dylematy. Zapłacić za przedszkole, czy za rachunki. To problemy, które dotykają normalnych ludzi, ale piłkarze w Polsce też bardzo często się z nimi spotykają.

- Piłkarze często są obiektem ataków, w których zarzuca im się łatwe życie. Krótki trening, mecz w weekend i bajeczna pensja. A przecież tak nie jest, szczególnie w Polsce.
- Nie cierpię takich opinii. Ludzie nie biorą pod uwagę, że to całe życie jakichś wyrzeczeń. Przez wszystkie lata treningów odmawiałem sobie imprez, gdy moi rówieśnicy dobrze się bawili. Teraz mam satysfakcję, bo ja dalej gram w piłkę, a ich nie ma.

REKLAMA


- To boli gdy kibice zarzucają wam grę bez ambicji albo przeciwko trenerowi? To raczej wyssane z palca.
- Nie do końca. Są różne sytuacje, jak na przykład ostatnio w Manchesterze United. Pogba na pewno grał przeciwko Mourinho. Nie wierzę w taką odmianę pod wodzą nowego trenera.

- A twoja ulubiona drużyna to...
- Oczywiście Manchester United, ale lubię też obejrzeć Juventus.

- Pochodzisz z Pułtuska, zwiedziłeś trochę świata. Jak Ci się podoba w Łodzi?
- Pewnie mi nie uwierzycie, ale Łódź to bardzo fajne miasto. Jestem zachwycony. Mam bardzo fajne mieszkanie, blisko parku, więc mogę wyjść na spacer z psem. Jak ktoś nie wierzy to może pojechać do Grudziądza i porównać.

- Po twoim transferze do Widzewa początek nie był łatwy, ale obecnie jest szansa, ze na dłużej zagościsz w składzie. Kiedyś Tomasz Łapiński miał ogromną renomę, chciałbyś iść w jego ślady i zapisać się w historii klubu?
- Na początek chciałbym awansować do I ligi, a następnie do ekstraklasy. To moje wielkie marzenie. Ogólnie chciałbym zakończyć karierę w Widzewie, tak mi się tu podoba. Mam już 28 lat, jestem już bliżej niż dalej końca kariery. Moim celem numer jeden jest pomóc Widzewowi awansować do ekstraklasy.



Kamil Wójkowski, Jakub Dyktyński