REKLAMA
REKLAMA
 
lp login pkt
1 wiesia 214
2 kosa76 213
3 magi 204
4 cypek1910 198
5 abel55 197
6 robert77u 191
7 sebalat... 188
8 czackikom 188
9 EGON72 186
10 conrado... 185
REKLAMA
 
Tercet, który chce się odbudować w Widzewie
 
Środa, 6. marca 2019, godz. 10:06


Przed rundą wiosenną do drużyny Widzewa dołączyło pięciu nowych piłkarzy. Z tej grupy tylko dwóch mogło pochwalić się regularnymi występami w barwach swoich poprzednich klubów w rundzie jesiennej.

Obrońca Daniel Tanżyna regularnie grał w pierwszym składzie pierwszoligowego GKS Tychy i to było widać od razu, gdy zaczął występować w zimowych sparingach Widzewa. Podobnie ma się rzecz z Adamem Radwańskim, nowy-starym pomocnikiem RTS-u, który wrócił do łódzkiego klubu już na stałe po tym, jak jesienią ubiegłego roku grał w drużynie lidera pierwszej ligi Rakowa Częstochowa, do którego został wypożyczony z Wisły Płock. Mimo że Radwański nie był tam podstawowym zawodnikiem, to po przyjściu do Widzewa szybko potwierdził swoją piłkarską jakość najpierw w towarzyskich sprawdzianach, a potem w pierwszym ligowym meczu w Wejherowie.

Z Gryfem od pierwszej minuty na prawej obronie zespołu RTS-u zagrał Łukasz Turzyniecki (na zdjęciu powyżej na pierwszym planie z lewej). To właśnie jest jeden z piłkarzy z tytułowego tercetu, który zimą przyszedł do Widzewa szukać szansy na nowy rozdział w piłkarskiej karierze. Choć Turzyniecki formalnie przeszedł do łódzkiego klubu ze stołecznej Legii, to tak naprawdę wrócił po niemal roku przerwy do profesjonalnej gry.

Było to dla niego bardzo ważne, o czym wspomniał w krótkiej rozmowie po meczu w Wejherowie z jednym z dziennikarzy Widzewiaka: - Dla mnie był to nie tylko oficjalny debiut w Widzewie. Za tydzień mija 11 miesięcy od mojej ciężkiej kontuzji. To mój pierwszy oficjalny mecz od tego momentu. Dlatego mam podwójną radość, że ten mecz kończymy zwycięsko - powiedział Turzyniecki, który na początku kwietnia ubiegłego roku zerwał więzadło krzyżowe w trzecioligowym meczu rezerw Legii z Wasrtą Sieradz. Kilka dni później przeszedł operację kontuzjowanego kolana, a potem miesiące mozolnej rehabilitacji i treningów, które pozwoliły wrócić mu na ligowe boiska.
REKLAMA

Na razie Łukasz Turzyniecki to jeden z największych wygranych zimowych przygotowań Widzewa, bo przecież do łódzkiej drużyny dołączył już w trakcie treningów zespołu trenera Radosława Mroczkowskiego podczas pobytu w Uniejowie. Niemal w tym samym czasie do widzewskiej drużyny dołączył Rafał Wolsztyński, napastnik Górnika Zabrze (na zdjęciu powyżej na pierwszym planie z prawej). On, podobnie jak Łukasz Turzyniecki, również zaliczył poważną kontuzję więzadeł krzyżowych. Miało to miejsce we wrześniu 2017 roku podczas wyjazdowego meczu zabrzan z Bruk-Bet Termaliką w Ekstraklasie.

Po tym feralnym występię Wolsztyński przez ponad pół roku wracał do formy, ale po wyleczeniu urazu nie potrafił wywalczyć sobie miejsca w pierwszym składzie Górnika. W rundzie jesiennego obecnego sezonu zaliczył tylko sześć występów w roli rezerwowego w meczach zabrzan. Zimą zdecydował się na odważny krok, zamieniając Ekstraklasę na II ligę. Tak mówił o swojej decyzji w wywiadzie dla portalu "Łączy nas Piłka": - Tak się potoczyło życie. Po dwóch kontuzjach kolana szukałem klubu, w którym mógłbym się odbudować i grać dużo częściej niż do tej pory. (...) Dla mnie siedzenie na ławce czy występy w rezerwach nie mają sensu. Wolę być tam, gdzie mnie chcą i to nawet w drugiej lidze - mówił na początku lutego Rafał Wolsztyński.

Jednak po przejściu do Widzewa pech go nie opuszczał. - W Uniejowie nabawiłem się urazu podczas interwałów, które ćwiczyliśmy z trenerem przygotowania fizycznego. To jest lekkie naciągnięcie mięśnia. Miałem badania i to nie jest nic groźnego - opowiadał nowy napastnik Widzewa podczas wywiadu dla Widzew TV w połowie lutego. Jednak z tego powodu stracił trochę czasu w trakcie przygotowań i na razie czeka na swoją szansę na grę. Na mecz z Gryfem w Wejherowie nie znalazł się w meczowej kadrze.
REKLAMA

Podobnie jak Marcel Stefaniak, młody lewy obrońca, pozyskany do Widzewa z Pogoni Szczecin. Ten gracz trafił do drużyny trenera Radosława Mroczkowskiego dosłownie w ostatniej chwili transferowego okna. To również zawodnik po poważnych zdrowotnych przejściach. Jego historia jest niemal bliźniacza z historią Łukasza Turzynieckiego. Ten lewy obrońca w kwietniu ubiegłego roku uszkodził więzadło krzyżowe w trzecvioligowym meczu rezerw Pogoni z rezerwami poznańskiego Lecha.

Stefaniak również zaliczył najpierw zabieg rekonstrukcji więzadła, a następnie długi proces rehabilitacji i powrotu do treningów. I podobnie jak Turzyniecki, niemal przez rok nie grał w meczach o ligowe punkty. - To dla mnie bardzo dobry kierunek, by się rozwijać i stawiać kolejne kroki w piłkarskiej karierze - mówił Marcel Stefaniak w niedawnym wywiadzie dla oficjalnej strony Widzewa. Piłkarz po cichu liczy również na powrót do młodzieżowej reprezentacji Polski. - Miałem okazję występować w reprezentacjach młodzieżowych od najmłodszego rocznika do U19. Byłem regularnie powoływany i mam nadzieję, że wkrótce wrócę do kadry narodowej - powiedział.

Aby tak się stało, to jednak najpierw musi przekonać trenera Radosława Mroczkowskiego i resztę sztabu szkoleniowego do tego, żeby znaleźć się w kadrze meczowej Widzewa i zacząć regularnie grać w zespole aktualnego lidera II ligi.

Kamil Wójkowski