REKLAMA
REKLAMA
 
lp login pkt
1 wiesia 219
2 kosa76 215
3 magi 207
4 cypek1910 203
5 abel55 202
6 robert77u 194
7 czackikom 193
8 EGON72 192
9 sebalat... 191
10 conrado... 188
REKLAMA
 
Szymkowicz: "Gryf słynie z boiska, ale ma też taki zadziorny kaszubski charakter"
 
Piątek, 1. marca 2019, godz. 10:56

Już tylko cztery dni dzielą zespół Widzewa od pierwszego meczu rundy wiosennej. Na przeszkodzie stanie Gryf Wejherowo, który jesienią przegrał w Łodzi 3:1. Co o pojedynku z Widzewem sądzi trener gospodarzy niedzielnego starcia, Zbigniew Szymkowicz? 

Szkoleniowiec pomorskiej drużyny podzielił się z "Widzewiakiem" swoimi spostrzeżeniami na temat zimowych przygotowań, podejścia do walki z teoretycznie silniejszym rywalem oraz wagi przygotowania fizycznego. 

- Nie przegraliście żadnego zimowego sparingu. To kwestia braku rewolucji w składzie? 
Zbigniew Szymkowicz:
- Nie ukrywam, że nie możemy robić wielkich rewolucji w składzie, bo nie jesteśmy potęgą finansową. Myślę jednak, że raczej mocno nie straciliśmy na jakości. Nie możemy sobie pozwolić na transfery jak Widzew, który ma budżet na poziomie 14 milionów złotych, na ekstraklasę, 20 razy więcej niż my. 
REKLAMA

Myślę, że podczas sparingów kluczowym sprawdzianem było spotkanie z Sandecją Nowy Sącz, w którym wyglądaliśmy bardzo dobrze, pomimo że byliśmy po bardzo trudnych treningach. Nie przygotowywaliśmy się bezpośrednio do tego meczu, ale pojechaliśmy prosto z siłowni. Chłopaki mieli w nogach dużo, ale utrzymali przez obie połowy wysokie tempo. W pierwszej połowie zdominowaliśmy rywali kompletnie, Sandecja chyba nawet nie oddała strzału. W drugiej połowie mecz się wyrównał, to zrozumiałe, bo rywale mają szerszą kadrę i to zawodnicy ograni w co najmniej pierwszej lidze. Nie daliśmy się jednak i dowieźliśmy to 0:0 i wyglądało to bardzo dobrze.

Następnego dnia ponownie mieliśmy trening na hali i siłowni, potem znów trening na sztucznej nawierzchni w Rumii i dalej wyglądaliśmy bardzo dobrze fizycznie. Po takich meczach i przygotowaniach najważniejsze jest, by piłkarzom nie zaszkodzić. Nie sztuką jest przeciążyć zawodników i wywołać uraz. Przetrenowanie to najgorsza rzecz jaka może się wydarzyć. Moi piłkarze pomimo ciężkich przygotowań, może to kwestia regeneracji młodych organizmów, dalej nieźle wyglądali. 

- Czy uważa pan, że to przygotowanie fizyczne może być waszym atutem w nadchodzącej rundzie fizycznej. 
-  Jeśli chodzi o to przygotowanie, to brylowaliśmy na tle reszty ligi. Mieliśmy ze dwa słabsze  mecze – ze Skrą i Bełchatowem. W pozostałych meczach nie ustępowaliśmy rywalom, ale nie mamy jeszcze takich rasowych napastników, którzy przechyliliby szale zwycięstw na naszą korzyść. W meczu z Łęczną nie strzelamy, pomimo pięciu sytuacji, bramki do przerwy, a potem dostajemy gola z karnego, którego nie było, w 98 minucie. Takie sytuacje bolą. 
REKLAMA

- Jeśli przeanalizować wasze wyniki, to rzeczywiście to przygotowanie zaprocentowało w końcówce długiej rundy. Wygraliście między innymi z Elaną na wyjeździe.
- Elana w meczu z nami była zadowolona, że spotkanie już się skończyło. Przed naszym przyjazdem nie przegrali na swoim stadionie ani razu. Jeżeli chodzi o nasze zaangażowanie, to nie ma obaw. Liczę tylko, że nie wypadnie żadna kontuzja.

- W przypadku urazów nie pomoże zbyt szeroka kadra...
- Dobrze pan trafił. Jeśli na ławce ma się 5 lub 6 równorzędnych zawodników czekających na wejście, to można myśleć o rotacjach. U nas jeśli jednak trafi się jakaś pauza, to od razu mamy poważny ubytek w składzie. 
REKLAMA

- Jeśli chodzi o wzmocnienia, to interesująco zapowiada się wypożyczenie Przemysława Macierzyńskiego  z Lechii Gdańsk. To zawodnik z szerokiej kadry kandydata do tytułu mistrza Polski. Będzie dla was wzmocnieniem?
- Na boisku prezentuje się dobrze, na treningach też. Jego sylwetka może przestraszyć niejednego obrońcę, ale to ciągle młody zawodnik, który w przypadku podwojenia krycia gubi się i nie ma pomysłu jak ich ograć. Jednak u nas ma szansę „zaskoczyć”,  bo do tej pory Przemek nie miał za wiele okazji, by grać w pierwszej drużynie Lechii, raczej tylko zespoły młodzieżowe. A II liga jest szalenie mocna, pełna zespołów z przeszłością w ekstraklasie. My może nie jesteśmy wysoko, ale w tej wyrównanej lidze mogliśmy być nawet na 6. miejscu, ale głupio straciliśmy ok. 8 punktów.

Liczę, że nasz młody zespół okrzepł już na tym poziomie, bo musimy pamiętać, że w środę przed pierwszym meczem w szatni było 6 zarejestrowanych zawodników. Śmiałem się, że sam będę musiał zagrać, ale ostatecznie skompletowaliśmy skład i jeszcze postraszyliśmy rywali. 

- Tak jak pan mówi, II liga jest wymagająca. To w ogóle ciekawa mieszkanka, byli mistrzowie, spadkowicze z I ligi, bardzo mocni beniaminkowie z III ligi. Gdzie umiejscowiłby pan swój zespół. W tabeli patrzycie raczej za siebie, czy ambicje sięgają wyżej, np. górnej połówki ligi.
- Ja należę do takich trenerów i myślę, że nasz kapitan Piotr Kołc też, walczących zawsze o pełną pulę. Na naszych meczach mamy wysoką frekwencję, bo kibice wiedzą, że staramy się grać widowiskową piłkę. Nie jedziemy z opuszczoną głową do Katowic, Rzeszowa, czy nawet Widzewa, gdzie mogliśmy przechylić ten mecz na naszą korzyść w pierwszej połowie, ale zabrakło nam chłodnych głów. W sporcie jak wychodzi się do ringu, nie można starać się tylko przetrwać, ale walczyć o zwycięstwo. Po porażce trzeba wyciągnąć wnioski, a mamy tutaj zawodników mogących w przyszłości zajść wysoko.
 
REKLAMA

- Kogo może pan wymienić? 
- Nie chcę mówić, bo za chwilę pan o tym napisze i ich stracę (śmiech). Mam jednak co najmniej trzech piłkarzy, których gdybym odchodził to zabrał ich ze sobą. 

- Wspomniał Pan o jesiennym meczu z Widzewem i to prawda, że postawiliście trudne warunki. Po meczu mówił pan, że łodzianie grali pod presją wyniku. Teraz też będzie podobnie? Widzew walczy o awans, a z każdą minutą bez prowadzenia ciśnienie będzie rosnąć...
- Dla nas priorytetem jest osiągnąć korzystny wynik, szczególnie z drużyną mającą aspirację do awansu, szczególnie z takim budżetem. Widzew to finansowy goliat. W klubie było ostatnio dużo zmian, w zarządzie, ale to z powodu ciągłej presji. Miejsce Widzewa jest w ekstraklasie, ale nie po to gramy w piłkę, by dawać komuś prezenty. Nie będziemy oszukiwać kibiców, może zabraknąć umiejętności, przeciwnik będzie lepszy, ale na pewno nie odpuścimy. Zobaczymy jak to będzie wyglądać po pierwszym meczu, ciężkich rywali jak Widzew i Radomiak przyjmujemy u siebie, na Wzgórzu Wolności. 

- Wzgórze to dosyć specyficzne miejsce, bo przegraliście tam tylko trzy razy, z czego Bełchatów wyrwał wam punkty w ostatnich minutach. 
- Do tego Skra, nad którą czuwał chyba sam Pan Bóg. Mogli wrócić od nas z „piątką” a nic nie wpadło. 
REKLAMA

- To kwestia tej specyficznej leśnej otoczki, czy tylko zasługa zawodników?
- Gryf słynie z boiska, ale ma też taki specyficzny, zadziorny kaszubski charakter. Rafał Siemaszko grał u nas i uważam, że w Arce wchodząc na boisko porywa do zrywu zespół. U nas dalej się to też utrzymuje, mamy dobry kolektyw, nikt nie odpuszcza. W drużynie nie mamy chłopaków spoza Kaszub, mamy podjąć walkę i to nie taką wyłącznie o przetrwanie. 

- To zdanie trochę podsumowuje naszą rozmowę, bo miałem poruszyć kwestię waszej ostatniej serii trzech meczów bez porażki. Teraz chyba warto ją podtrzymać i pokonać Widzew, prawda?
- Gdybyśmy pokonali Widzew, to byłaby fajna rzecz. To klub, który grał w pucharach, teraz się odbudowuje, ale i tak jest to historyczne wydarzenie dla Wejherowa. Gdyby udało nam się wygrać, to dałoby to zawodnikom dowód na to, że warto się poświęcać i ciężko trenować, pomimo śniegu i wiatru i gorszych warunków. Dzięki  pracy i zaangażowaniu można wygrać z tym wyżej notowanym. 

Jakub Dyktyński