REKLAMA
REKLAMA
 
lp login pkt
1 kosa76 189
2 magi 186
3 cypek1910 177
4 wiesia 176
5 EGON72 170
6 robert77u 167
7 Papay 167
8 sebalat... 166
9 abel55 164
10 FeelFaza 161
REKLAMA
 
80 lat skończył Władysław Żmuda: "Łódź ma wyjątkowych kibiców"
 
Niedziela, 10. lutego 2019, godz. 21:50

10 lutego obchodzi 80. urodziny Władysław Żmuda, który był dwukrotnie trenerem Widzewa w latach 1981-1984 oraz 1992-1993. Z pewnością można zaliczyć tego szkoleniowca do współtwórców Pierwszego Wielkiego Widzewa. Zdobył przecież mistrzostwo Polski w 1982 roku, wicemistrzostwo w 1983 i 1984 roku. Pod jego wodzą łodzianie grali w półfinale Pucharu Europy Mistrzów Krajowych w 1983 roku z Juventusem Turyn, wcześniej eliminując m.in. Rapid Wiedeń i Liverpool, a później także w 1/16 finału Pucharu UEFA Borussię Moechengladbach

- Zacznijmy od „okrągłych” życzeń urodzinowych. Wielu byłych piłkarzy Widzewa twierdzi, że ich najlepszym trenerem był Władysław Żmuda. To chyba komplement dla 80-latka. 
Władysław Żmuda: - Dziękuję bardzo. O tym, że życzliwie wspominają mnie w Łodzi przekonałem się w sobotę, bo w przeddzień moich urodzin odwiedziła mnie delegacja z Widzewa, wśród której byli m.in. dwaj piłkarze, których trenowałem Andrzej Grębosz i Wiesiek Wraga oraz kierownik drużyny Tadzio Gapiński. Wcześniej wraz z Bronisławem Waligórą byłem zaproszony jako gość honorowy na jeden z meczów na nowym stadionie przy Al. Piłsudskiego i przekonałem się, że Łódź ma wyjątkowych kibiców, którzy o nas pamiętają. To miłe.
REKLAMA

- A co pamięta najbardziej z czasów pracy w Łodzi jeden z trzech trenerów, którzy zdobyli tytuł mistrzowski dla Widzewa? 
- Audiencję u Papieża Jana Pawła II z całą drużyną, która wtedy przygotowywała się we Włoszech do meczu z Liverpoolem. Po powrocie do kraju przed meczem w Łodzi byliśmy w Spale, gdzie dopadła prawie całą drużynę grypa jelitowa. Nie miałbym żadnych możliwości motywowania osłabionych zawodników przed walką z tak świetnym rywalem. Wspomniałem tylko, że Papież Polak powiedział, że tego meczu w Łodzi nie przegramy. Nastąpił jakiś niewytłumaczalny przełom w drużynie. Podczas występu na wypełnionym kibicami stadionie przy Al. Unii nie poznawałem swoich zawodników, którzy zagrali wspaniale i odnieśli sensacyjne zwycięstwo 2:0. Później z równą determinacją na Anfield Road zapewnili sobie awans do półfinału Pucharu Europy. Można to rozpatrywać w kategoriach cudu. 

- Zdobywając tytuł w 1982 roku wyprzedziliście w ostatniej kolejce Śląsk, czyli klub, z którym był Pan wiele lat związany jako piłkarz i trener mistrza Polski 1977. Nie mieli do Pana o to pretensji we Wrocławiu? 
- Trzy dni przed ostatnia kolejką piję kawkę w klubowej kawiarni klubowej „U Basi”. Dochodzi prezes Sobolewski i składa mi gratulacje z okazji wicemistrzostwa. Ja dziękuję i mówię, że moi ludzie we Wrocławiu twierdzą, że już jest wszystko załatwione i nawet wyprodukowane znaczki z okazji drugiego tytułu. Panu Ludwikowi zaiskrzyły się oczy i powiedział z charakterystycznym uśmiechem „Aż tak są pewni siebie? Może coś wymyślimy”. Potem potoczyło się to tak, że Śląsk przegrał u siebie z Wisłą Kraków 0:1, a widzewiacy zremisowali w Chorzowie 1:1 i tytuł został obroniony. Inna sprawa, że w bezpośrednich meczach byliśmy lepsi od Śląska. Cieszyłem się razem z widzewiakami, ale pewnie gdyby wrocławianie wywalczyli mistrzostwo to był im pogratulował. Tam mam  nadal dużo przyjaciół. 
REKLAMA

- W widzewskich czasach pańskiej kariery trenerskiej grało wielu świetnych zawodników. 
- Takiej ferajny nigdy nie miałem. Przecież stanowili trzon reprezentacji, która zdobyła medal w hiszpańskim mundialu 1982. W pierwszym okresie pracy bardzo mi pomógł Zbyszek Boniek, który był wielką indywidualności nie tylko w czasie meczów, ale wspierał mnie w zapędach edukacyjno-dydaktyczno-taktycznych. Świetnie opiekował się młodymi zawodnikami Włodek Smolarek, który dawał przykłady niezwykłej waleczności i skuteczności. Po odejściu Bońka wyszedł z cienia Mirek Tłokiński, też mający cechy przywódcze. Rutyniarze tacy jak Grębosz czy Rozborski dogadywali się z młodzieżą czyli Wragą, Myślińskim i innymi. To był prawdziwy kolektyw. Aż się nie chce wierzyć z Wielkiego Widzewa już wielu zawodników już nie żyje. Choćby Włodek Smolarek, Krzysiek Surlit czy Marek Pięta. 

- Widujemy się na meczach Widzewa na Śląsku. Kto w tym roku wejdzie do pierwszej ligi?
- Musi Widzew, bo za nim przemawia dosłownie wszystko. Drugi powinien być Radomiak prezesa Sławomir Stępniewskiego, a o trzecie premiowane awansem miejsce walka będzie bardziej zacięta. Głównie między Łęczną i GKS Bełchatów. Czyli stawiam na byłe kluby ekstraklasy. Ruch ma zdecydowanie za dużą stratę. 

Bogusław Kukuć