REKLAMA
REKLAMA
 
lp login pkt
1 kosa76 168
2 magi 161
3 robert77u 154
4 wiesia 149
5 EGON72 147
6 cypek1910 144
7 Papay 143
8 sebalat... 140
9 FeelFaza 140
10 jacekz 137
REKLAMA
 
Gula: "Trzeba wykorzystać modę na Widzew"
 
Niedziela, 6. stycznia 2019, godz. 10:00

Jednym z nielicznych zawodników, którzy przeszli wszystkie szczeble kariery w klubie z Al. Piłsudskiego jest 46-letni Sławomir Gula. Ten były mistrz Polski 1996 rozegrał w Widzewie 126 spotkań w ekstraklasie (strzelając 8 goli) oraz 8 meczów o europejskie puchary (w tym ostatni widzewski w 1999 roku z AS Monaco).
  
- Grałeś także w GKS Bełchatów, Ruchu, Orlenie Płock, amerykańskich klubach New Jersey Falcons, SAC Wisła i Eagles Chicago, ale wiem, że czujesz się najbardziej widzewiakiem.
Sławomir Gula:
- Czy to takie dziwne? Przecież jestem łodzianinem, który trenował w grupie wczesnego naboru jeszcze u trenera Wiktora Adamiaka. Pamiętam innych świetnych fachowców pracujących z młodzieżą w Widzewie Andrzeja Drabika, Zbigniewa Tądera czy Mirosława Westfala. Grałem w rezerwach, które były silne i tylko ówczesny regulamin nie pozwalał nam na wejście do ówczesnej II ligi. Zadebiutowałem w pierwszej drużynie w czerwcu 1993 roku w Poznaniu z Lechem, który zdobył mistrzostwo. Rozegrałem cały mecz, który zremisowaliśmy 3:3. Pierwszy medal zdobyłem w 1995 roku już za kadencji Franciszka Smudy, gdy zostaliśmy wicemistrzami. Grałem w zespole, który zdobył mistrzostwo w 1996 roku nie ponosząc porażki, a nawet strzeliłem gola Amice. Mam co wspominać. Także 8 meczów, które kończyły pucharową karierę Widzewa.
REKLAMA

- Toteż byłeś pewnie zaskoczony, kiedy Widzew nie wygrał meczu w 6 kolejkach kończących tegoroczną rywalizację w II lidze.
- Po zwycięstwie w Chorzowie liczyłem, że mój klub praktycznie przesądzi o awansie już jesienią i wiosną bez presji będzie budował zespół na pierwszą ligę. Tymczasem zimuje jako wicelider i czołówka zrobiła się szeroka. Dla Widzewa to gorzej, ale dla rywalizacji ligowej ciekawiej. Nie zmienia to mojego przekonania, że Widzew pozostaje faworytem nr 1. Może bym się stresował bardziej, ale trenerem jest Radosław Mroczkowski, co daje pewność, że łodzianie sobie poradzą. Jak się orientuję, podobne zdanie ma większość byłych zawodników.

- I jakie są wnioski z tych rozmów widzewiaków sprzed lat?
- Wszystko idzie w dobrym kierunku. Nowy stadion, solidne podstawy finansowe, wspaniała, liczna publiczność. Trzeba tę modę na Widzew wykorzystać. Ale też powinno się zachować proporcje między armią zaciężną, a miejscowymi piłkarzami z Łodzi i okolic. Tych ostatnich nawet bardziej kochają kibice, bo czasem to ich sąsiedzi, z którymi grali w piłkę. Rozumiemy potrzebę wzmocnień z silnych klubów, ale wiele ról mogliby odgrywać wychowankowie, talenty z regionu.
REKLAMA

- Możesz to uzasadnić?
- Kiedy ja grałem w Widzewie, to drużyna była złożona nie tylko z zawodników z pierwszych stron gazet. Mniej znani zawodnicy z naszego okręgu też byli potrzebni i także czasem zostawali mistrzami kraju. Przypomnę tylko niektórych moich kolegów z drużyny: Muchiński, Boguś, Stasiak, Podolski, Szarpak, Masłowski, Szulc, Pawlak, Chałaśkiewicz, Zając. Wszyscy to łodzianie albo ludzie spod Łodzi.  Gwiazdami Pierwszego Wielkiego Widzewa byli np. Włodzimierz Smolarek z Aleksandrowa czy Krzysiek Surlit z Zelowa, a w końcówce ubiegłego wieku np. Sławek Majak spod Radomska. Czyli jest potrzeba wzmocnienia skautingu nawet do penetracji regionu i lepszej pracy z młodzieżą w samym klubie. 

- To przesłanie dla nowego zarządu. Czy tym chcesz zakończyć?
- To tylko taki „kombatancki apel” pod rozwagę kierownictwa klubu. A kończę noworocznymi życzeniami zdrowia tym kibicom, którzy dopingowali Widzew w poprzednim stuleciu. A z młodszymi fanami będziemy się razem cieszyli, kiedy poprosisz mnie na rozmowę za rok i pogadamy sobie o walce pierwszoligowego Widzewa o ekstraklasę. Innej możliwości nie widzę.

Bogusław Kukuć