REKLAMA
REKLAMA
 
lp login pkt
1 kosa76 168
2 magi 161
3 robert77u 154
4 wiesia 149
5 EGON72 147
6 cypek1910 144
7 Papay 143
8 sebalat... 140
9 FeelFaza 140
10 jacekz 137
REKLAMA
 
Transfery z ŁKS nie zawsze budziły takie emocje
 
Poniedziałek, 16. stycznia 2012, godz. 01:26

Przejście Marcina Kaczmarka z ŁKS do Widzewa to z pewnością najgłośniejszy transfer ostatnich dni. Przede wszystkim dlatego, że budzi duże emocje wśród zantagonizowanych ze sobą kibiców obu drużyn. Kaczmarek z miejsca stał się już wrogiem numer jeden fanów z al. Unii. Ale nie zawsze tak było. Przed laty wielu zawodników wędrowało między tymi klubami i nie budziło to specjalnych emocji.

Pierwszy piłkarz ŁKS, o którym wiemy, że przeszedł do Widzewa to Wacław Małek. Działo się to około roku 1930. Największa migracja zawodników między klubami miała miejsce w połowie XX wieku. Wówczas ŁKS zabierał z wszystkich klubów z regionu najbardziej utalentowanych juniorów i najlepszych zawodników. W drugą stroną przechodzili najwyżej ci, którzy się nie sprawdzili.
REKLAMA


W 1952 roku taką drogę pokonali Lech Różycki i Henryk Marciniak, w 1968 roku Władysław Hajduk, Zdzisław Ulatowski, a rok później Stanisław Kaczmarek. Wielu piłkarzy przeszło do Widzewa w latach siedemdziesiątych, za pierwszej kadencji trenera Leszka Jezierskiego. Byli to: Andrzej Pyrdoł (1971 rok), Wiesław Chodakowski i Zdzisław Kostrzewiński (1972), Andrzej Grębosz (1974), Jan Jeżewski (1978). Kolejni drogę z ŁKS do Widzewa pokonywali z przystankiem w innym klubie.

Ci piłkarze zapisali piękną kartę w historii Widzewa. Nie jest tajemnicą, że ŁKS chętnie się ich pozbył, uważając za niespełnione talenty. Oni mieli jednak charakter, który sprawił, że Widzew osiągnął pierwsze krajowe sukcesy i doczekał się też debiutu na arenie europejskiej. W efekcie, ŁKS stracił dominującą pozycję w mieście i potem zwyczajnie brakowało tam piłkarzy, którzy mogliby się przydać Widzewowi. Toteż samych transferów było już niewiele.

W latach osiemdziesiątych tylko jeden piłkarz przeszedł z ŁKS do Widzewa. To Marek Dziuba, który wówczas był już uznaną postacią. Miał na koncie ponad sto meczów w polskiej lidze, ale w 1984 roku przeniósł się do naszego klubu, bo chciał grać w pucharach. W 4. kolejce sezonu 1984/85 rozgrywane były derby Łodzi przy al. Unii. Wówczas Dziuba przez kibiców ŁKS został przywitany owacyjnie!

Niechęć do piłkarzy odchodzących do lokalnego rywala zaczęła się dopiero w drugiej połowie lat dziewięćdziesiątych. Pierwsze jej przejawy miały miejsce w 1994 roku, gdy do Widzewa przeszli Andrzej Woźniak i Dariusz Podolski. Kibice ŁKS momentalnie obu znienawidzili. A jak przyjęli ich fani Widzewa? Woźniaka jak swojego, w końcu wcześniej spędził już kilka sezonów w Widzewie. Co innego Podolski...

Popularny "Camel" był ełkaesiakiem z krwi i kości. Do tego wcześniej przytrafiło mu się kilka niefortunnych wypowiedzi na temat Widzewa. Fani widzewskiego klubu puścili je jednak w niepamięć. W debiucie Podolskiego w naszych barwach, z Wartą w Poznaniu (4:0), krzyczeli do niego: "Przebaczamy, przebaczamy". I było po sprawie...

Inaczej było już trzy lata później, gdy do Widzewa z ŁKS przeszedł Maciej Terlecki (na zdjęciu). Na pierwszym sparingu z jego udziałem, zebrała się kilkudziesięcioosobowa grupa kibiców, która skoncentrowała się na... zasugerowaniu piłkarzowi, żeby - łagodnie to określając - już sobie poszedł skąd przyszedł. Było to głównie spowodowane tym, że Terlecki jeszcze grając w ŁKS dość niepochlebnie wypowiadał się o Widzewie. Potem sprawa rozeszła się po kościach, a Terlecki zaliczył w Widzewie jeszcze drugi epizod.

Raczej chłodno został też przyjęty Rafał Pawlak w 1999 roku. Przede wszystkim dlatego, że wcześniej spędził wiele lat w ŁKS. Po drugiej stronie Łodzi Pawlak miał gorzej, bo tam został znienawidzony. Problem w tym, że akurat... tam mieszkał. Zresztą o tamtych wydarzeniach opowiedział nam w wywiadzie sam zainteresowany. Dodajmy, że w tamtym czasie odszedł po dwóch sezonach, ale kilka lat później wrócił. Tym razem na kilkanaście lat.

Ostatnim jak dotychczas piłkarzem, który przeszedł z ŁKS do Widzewa był Zbigniew Wyciszkiewicz, który pokonał tą drogą w 2001 roku. Kibice przyjęli go jak swojego. Warto dodać, że nie mieli mu za złe również wtedy, gdy w 1997 roku odchodził do ŁKS. Pewnie też dlatego, że nie do końca sam tego chciał. Odszedł w ramach rozliczeń pomiędzy klubami za transfer Terleckiego.

Tomasz Andrzejewski