REKLAMA
REKLAMA
 
lp login pkt
1 wiesia 219
2 kosa76 215
3 magi 207
4 cypek1910 203
5 abel55 202
6 robert77u 194
7 czackikom 193
8 EGON72 192
9 sebalat... 191
10 conrado... 188
REKLAMA
 
Myśliński: "Atrapa derbów sprzed lat"
 
Niedziela, 7. marca 2010, godz. 14:15

Kiedyś, gdy pod koniec lat 80 Widzew chylił się ku upadkowi, jeden z dziennikarzy "Piłki Nożnej" zamieścił zdjęcie Mirosława Myślińskiego, podpisując je "Ostatni Mohikanin" Widzewa. Później łodzianie spadli z ligi, ale szybko do niej wrócili. Myśliński wciąż był zawodnikiem tego klubu.

- Zwykle rozmawiając o derbach, czy to z widzewiakami czy z ełkaesiakami, zaczynam od tego czy pamiętają swój pierwszy mecz z lokalnym rywalem...
REKLAMA

Mirosław Myśliński: - Naprawdę nie pamiętam. Niesamowite, ale uciekło mi z głosy tamto spotkanie. Było ich tak dużo. Jednak może właśnie ich niepowtarzalna atmosfera i emocje, zatarły obraz tego pierwszego pojedynku. Patrząc jednak na tę sztuczną atmosferę zbliżających się derbów, nachodzą mnie pewne refleksje. My byliśmy wtedy częścią tych drużyn. Jeśli nie urodziliśmy się w Łodzi, to w niej mieszkaliśmy i najczęściej pozostaliśmy. Dzisiejsi piłkarze obu zespołów mają mało wspólnego z klubem, a tym bardziej z miastem. Dla nich będzie to kolejny mecz, który zaliczą i przejdą nad nim do porządku dziennego. Może w ŁKS jest jeszcze kilku zawodników, którzy są przywiązani do barw klubowych, ale w Widzewie są już raczej przywiązani bardziej do kontraktów i pieniędzy. Dla mnie te derby to już tylko atrapa tego, co działo się kiedyś. Powiem więcej, rozmawiając z kolegami z Widzewa i z ŁKS, mam wrażenie, że my starsi, przeżywamy ten mecz bardziej niż jego uczestnicy.

- Zagrałeś jeden raz w barwach ŁKS przeciwko Widzewowi.
- Tak, dla mnie było to bardzo trudne przeżycie. Obawiałem się przyjęcia na stadionie Widzewa, na którym spędziłem tyle wspaniałych lat. Zupełnie niepotrzebnie. Kibice przyjęli mnie wspaniale. Serce miałem wtedy rozdarte, bo jak tutaj zabrać punkty, klubowi, któremu tyle zawdzięczałem. Jednak grałem dla ŁKS i starałem się jak mogłem. Ostatecznie ten mecz przegraliśmy po bramce Grzegorza Mielcarskiego.

- A najbardziej pamiętne derby przeciwko ŁKS?

- Chyba te rozegrane w 1984 roku, kiedy padł wynik 3:3. ŁKS potrzebował wtedy punktu jak powietrza. Komitet partyjny zdecydował, że ma być przynajmniej remis. Ale w Widzewie nie bardzo chciano się z tym pogodzić. Na przykład taki Włodek Smolarek śmiał się z tego i zapowiadał grę na maksa. Do szatni przyszedł Leszek Jezierski i błagał nas, żebyśmy nie wygrywali, a mogliśmy zwyciężyć bez problemów, bo mieliśmy zdecydowanie silniejszy zespół. Skończyło się remisem, a za kilka lat, kiedy potrzebowaliśmy punktu od ŁKS, ten sam Leszek Jezierski zapomniał o tamtym długu wdzięczności i tak zmotywował swój zespół, że przegraliśmy 0:1. Pytany o to, czy nie należy pomagać lokalnemu rywalowi, powiedział: Słabych trzeba dobić. My, dawni widzewiacy będziemy to zawsze pamiętać.

- Jakie według ciebie będą te najbliższe derby?
- Na pewno ja na nie się nie wybieram. Kilka lat temu, kiedy z kilkoma zawodnikami odwiedziliśmy stadion ŁKS i siedzieliśmy w loży, przez cały mecz grupa półgłówków, mieniących się sympatykami ŁKS, lżyła nas nie przebierając w słowach. Jeśli chodzi o rywalizację sportową, to lekkim faworytem wydaje się ŁKS. Po prostu trener Grzegorz Wesołowski może ich bardziej zmobilizować, a do tego mają naprawdę silny zespół. Według mnie remis będzie dla Widzewa dobrym wynikiem, chociaż przyznam, że obawiam się o losy tego meczu, jako kibic widzewskiej jedenastki.

Robert Borkowski