REKLAMA
REKLAMA
 
lp login pkt
1 abel55 126
2 rs333 122
3 przemyk79 120
4 siwy071910 119
5 mario74... 119
6 wirgiliusz 118
7 sebalat... 116
8 RTSAdri... 116
9 robert77u 116
10 wiesia 114
REKLAMA
 
Ukah: "Polska to nie jest rasistowski kraj"
 
Wtorek, 28. kwietnia 2009, godz. 03:00

Tuż po zakończeniu meczu Widzewa Łódź z Górnikiem Łęczna doszło do spięcia między Ugo Ukahem a Piotrem Karwanem. Skończyło się czerwoną kartką dla piłkarza Widzewa. Co takiego Ukah usłyszał od przeciwnika, że nie wytrzymał?
REKLAMA


- Emocje opadły. Możesz już na spokojnie opowiedzieć o tamtej sytuacji?
Ugo Ukah: - Zaczęło się jeszcze w czasie gry. W ostatniej minucie meczu był rzut rożny. Wtedy miałem pierwsze spięcie z Karwanem, on mnie odepchnął. Już wtedy rzucił pod moim adresem jakiś rasistowski komentarz. Później to już dla mnie nie miało znaczenia, mecz się skończył. Ja byłem zadowolony, że była fajna walka i że wygraliśmy. Ale on znowu czegoś chciał. Spytałem, o co mu chodzi i znowu usłyszałem rasistowskie teksty. Położyłem mu rękę na twarzy i odepchnąłem go. To nie było mocne odepchnięcie, zresztą nawet nie upadł na ziemię. Sędzia stał obok i wszystko widział. Zauważył moją rękę na jego twarzy i napisał w protokole, że go uderzyłem. A ja go tylko odepchnąłem.

- Kara jednak jest nieunikniona...
- Ja wiem o tym. Oczywiście, jest mi bardzo przykro, bo to ważny czas dla Widzewa. Byłem w dobrej formie, grałem w każdym meczu i liczyłem, że to będzie bardzo udany sezon. Ten epizod psuje jednak to wrażenie. Mam tylko nadzieję, że przerwa nie będzie długa i szybko wrócę na moje miejsce w obronie. A do tego czasu zastąpi mnie "Stawar". To dobry piłkarz, grał przecież w ekstraklasie. Na pewno sobie znakomicie poradzi.

- Powiedziałeś, że jest ci przykro. Wobec kolegów, czy wobec Karwana?
- Wobec Karwana na pewno nie jest mi przykro. Nie raz już słyszałem rasistowskie komentarze na boisku, ale na to co on powiedział, to nie mam słów. Normalnie kontroluję się i jak słyszę jakieś rasistowskie słowa, to mówię sobie, że to on ma problem ze sobą, jest głupi. Nie zwracam na to uwagi, ważny jest mecz. Ale Karwan mocno przesadził. Chociaż oczywiście nie powinienem tak zareagować. Jest mi przykro wobec kolegów, trenera i kibiców. Wobec Karwana na pewno nie.

- Rozmawiałeś na ten temat z trenerem, z kolegami?
- Trener podszedł do sprawy ze zrozumieniem, koledzy też. Oni są po mojej stronie. Wiem, że w zespole wszyscy są biali, tylko ja jestem czarny. Jestem inny, niż oni, ale nie odczuwam tego w żaden sposób. Wszyscy wiedzą, że sytuacja z Karwanem to była indywidualna prowokacja. Trener powiedział tylko, że powinienem w przyszłości panować nad sobą w takich sytuacjach, bo nie mogę osłabiać w ten sposób zespołu.

- W zespole z Łęcznej też jest czarnoskóry zawodnik. On był świadkiem tego zdarzenia?
- Nie wiem. Ale to bez znaczenia. To jest taki rasizm indywidualny. Nie lubisz czarnego rywala, a do czarnego kolegi z drużyny nic nie masz. W większości nie chodzi o nic innego, jak tylko o sprowokowanie rywala. Wiem, zrobiłem błąd. Ale nawet lepsi piłkarze, niż ja, czasem dawali się sprowokować. Choćby Zidane w najważniejszym meczu, który oglądał cały świat. Albo Eto`o, który nie wytrzymał buczenia trybun i zszedł do szatni w czasie meczu.

- Karwan tłumaczy, że też go obraziłeś.
- Wiesz, byliśmy w ferworze boiskowej walki. On mi coś powiedział, ja też coś odpowiedziałem. Ale on zaczął. Zresztą co takiego mogłem mu powiedzieć, przecież polsku nie mówię dobrze. No i przede wszystkim, ja mu nie powiedziałem niczego rasistowskiego.

- Grasz w Polsce prawie dwa lata. Często spotykałeś się z rasizmem w czasie meczów?
- Parę razy się zdarzyło. Ale zwykle puszczam to mimo uszu, choć czasem jest trudno. To jest metoda na sprowokowanie czarnego zawodnika, stosowana przez mało inteligentnych ludzi. Jak sięgam pamięcią, to w ciągu dwóch lat gry w Polsce takie prowokacje miałem ze trzy czy cztery razy. Ale to nie jest tak, że tylko w Polsce są takie zdarzenia. Polska to nie jest rasistowski kraj. Podobnie było, gdy grałem we Włoszech, szczególnie na południu kraju. Tylko w Anglii z tym się nie zetknąłem. Tam ludzie są bardziej otwarci i tolerancyjni. Nie wiem, co będzie w przyszłości, ale bardzo możliwe, że po zakończeniu kariery zamieszkam właśnie w Londynie.



















- Nie we Włoszech, gdzie się urodziłeś?
- Wszystko możliwe. Część mojej rodziny mieszka teraz w Londynie. Stamtąd jest też moja dziewczyna. Ale przecież życie różnie się układa. Może zostanę w Widzewie na najbliższe dziesięć lat i potem tu się osiedlę? Na pewno w Łodzi spędziłem jak na razie dwa bardzo fajne lata. A przyjeżdżałem tu z pewnymi obawami. Na zachodzie różnie mówi się o wschodniej Europie. Teraz jednak jestem bardzo zadowolony. Miasto jest fajne, fajny jest klub. Mamy dobre warunki do treningów, świetne boisko. Wiele klubów włoskich mogłoby nam takiego pozazdrościć. A jak już będzie nowy stadion, to będzie można powiedzieć, że jest wszystko, co trzeba. W 2012 roku w Polsce odbędą się mistrzostwa Europy. To doskonała okazja, żeby wasz futbol wszedł na wyższy poziom. Będą nowe stadiony, nowe inwestycje. Tak samo było we Włoszech, gdy na mundial w 1990 roku powstały nowe stadiony.

- Przed przyjazdem do Polski słyszałeś o Widzewie? Pamiętałeś może mecze pucharowe z AC Parmą?
- Ja nawet byłem wtedy na stadionie. Miałem kilkanaście lat, jeszcze grałem w juniorskich zespołach Parmy. Tylko nie od razu skojarzyłem, że to ten sam Widzew. Dopiero tata zwrócił mi na to uwagę. Lepiej pamiętałem, że Parma grała z Wisłą, bo wtedy Dino Baggio został trafiony nożem w głowę. Nie ukrywam, że miałem to w pamięci przyjeżdżając do Polski. Ale teraz wiem, że w Polsce jest bezpiecznie.

- Przez pierwsze półtora roku gry w Łodzi miałeś tu sporo swoich rodaków. Teraz zostałeś sam, nie czujesz się samotny?
- Tak, ale są też plusy. Więcej mówię po polsku i idzie mi coraz lepiej. Jak byli tu Stefano i Joseph, to cały czas mówiliśmy po włosku. Teraz po włosku mogę porozmawiać najwyżej z Radkiem Matusiakiem. Ale z większością kolegów rozmawiam po polsku i są tego efekty w postaci dużych postępów.

- Nie nudzisz się po treningach bez Stefano i Josepha?

- Nie, bo w Łodzi jest ze mną moja dziewczyna Katie. Lata tylko co drugi miesiąc odwiedzić rodzinę w Londynie, a większość czasu spędza ze mną. Jak mamy trochę czasu, staramy się trochę zwiedzać Polskę. Byliśmy w Warszawie, Krakowie. Chcemy także zobaczyć Auschwitz. Jak będzie trochę czasu, bo ostatnio nie ma go wiele. Jak jest sezon to jest czas tylko na play, to znaczy na play football i playstation. Mam też w Łodzi paru przyjaciół, którzy nie mają nic wspólnego z futbolem. Jestem zadowolony z mojego życia tutaj.

Tomasz Andrzejewski