REKLAMA
REKLAMA
 
lp login pkt
1 Papay 76
2 robert77u 73
3 kosa76 73
4 cypek1910 71
5 magi 70
6 jacekz 69
7 dyrektor 69
8 siwy071910 69
9 OdZawsz... 67
10 Money 67
REKLAMA
 
Topolski: "Z Widzewem to zawsze były zacięte spotkania"
 
Czwartek, 13. września 2018, godz. 08:03

Przed zbliżającym się meczem z Błękitnymi, „Widzewiak” porozmawiał ze szkoleniowcem gości, Adamem Topolskim. Były wieloletni zawodnik Legii Warszawa, który ma na koncie trzykrotne zdobycie Pucharu Polski z CWKS-em, opowiedział o specyfice swojego zespołu, obawach przed nadchodzącym spotkaniem, a także krótko powspominał swoją zawodniczą karierę i pojedynki ligowe z RTS-em. Zapraszamy do czytania!  

- Panie Adamie, na początek zagadka. Czy pamięta Pan, kiedy ostatni raz prowadzony przez Pana zespół mierzył się z Widzewem?
Adam Topolski:
- Hmm wydaje mi się, że było to w okolicy roku 2010 albo 2011. Ciężko mi sobie przypomnieć, ale strzelam że byłem wtedy trenerem Stilonu Gorzów.

- Dokładnie! A czy pamięta Pan może jak zakończyły się tamte spotkania?
- Nie do końca, ale wydaje mi się, że postawiliśmy Widzewowi ciężkie warunki. Chyba w jednym ze spotkań zremisowaliśmy. Widzew był wtedy na fali wznoszącej, w drodze do ekstraklasy. My chcieliśmy mu się postawić. 
REKLAMA

- Znów był Pan blisko. Gorzowianie zremisowali pierwsze spotkanie 0:0, w drugim Stilon uległ łodzianom 2:0.  Pan mierzył się z Widzewem wielokrotnie, szczególnie jako zawodnik. W 1978 dzięki Pana trafieniu, Legia pokonała Widzew 2:0.
- Tak, ja strzeliłem jedną z bramek, Włodek Smolarek dorzucił drugie trafienie. Z Widzewem to zawsze były zacięte spotkania, a obie drużyny prezentowały wysokie umiejętności. 

- Tamte boje miały dodatkowy podtekst? Na Widzew spinaliście się podwójnie? 
- No tak, wielu piłkarzy grało w reprezentacji olimpijskiej, znało się i utrzymywało kontakty. Jednak podczas meczów nie było koleżeństwa, tylko twarda walka. W meczach z Widzewem zawsze tak to wyglądało. 
REKLAMA

- Czy dzisiejsze mecze na szczycie ekstraklasy można porównać od pojedynków Widzewa z Legią? 
- Chyba nie. Wydaje mi się, że wtedy poziom był wyższy, bo w obu zespołach grało więcej klasowych zawodników, wiadomo, wyjechać można było po określonym wieku. Było więcej zawodników o określonej klasie, wielu reprezentantów kraju. Na dodatek kibice obu ekip bardzo się nie lubili. 

- Ciekawym momentem Pana kariery był wyjazd za żelazną kurtynę. Jak Pan wspomina grę w Stanach Zjednoczonych. 
-  Byłem brany pod uwagę przy wyborze kadry na Mistrzostwa Świata w Hiszpanii, jednak nie udało mi się załapać. Wtedy dostałem propozycję wyjazdu zagranicę i zostałem tam ściągnięty dzięki pomocy Stasia Terleckiego oraz Krzysztofa Sobieskiego. Wśród zawodników był tam jeszcze Grzegorz Ostalczyk. Reprezentowali klub Pittsburgh Spirit i namówili mnie do tego, żeby wyjechać. Pierwszy okres nie był łatwy, bo pomimo podpisania kontraktu trzeba było udowodnić, że zawodnik może zarabiać więcej lub uzyskać lepszą umowę. Po roku jednak uznano mnie najlepszym obrońcą w klubie. Ostatecznie spędziłem w Stanach 7 lat. Nie było łatwo wtedy wyjechać, bo musiałem ubiegać się o specjalne zwolnienie z wojska. Z tego powodu duży ukłon w stronę działaczy ówczesnej Legii, bo pozwolili mi na wyjazd.
REKLAMA

- To była forma podziękowania Panu za lata gry dla stołecznego zespołu?
- Myślę, że tak, Spędziłem w Legii ponad 10 lat i myślę, że działacze to docenili. 

- Wróćmy do teraźniejszości. Jakie cel ma Pan postawiony od zarządu Błękitnych.
- Dostałem propozycję, by tworzyć zupełnie nowy zespół. Musiałem się zastanowić, gdyż to był bardzo krótki okres na ułożenie drużyny. Praktycznie 5, 6 tygodni, gdzie w zespole zostało kilku zawodników, gdzie tylko część grała w pierwszym zespole. Resztę trzeba było dobrać. Jakoś się udało, i znaleźć zawodników na poszczególne pozycje. Wstępną selekcję przeprowadził wiceprezes Jarosław Hajda i asystenci. Gdy przyjechałem na pierwszy trening zastałem 12 zawodników, dobrałem kolejnych 7-8 graczy i tak powstała kadra na II ligę. Nie mamy takiego budżetu i takich zawodników jak Widzew, a przed sezonem odeszło od nas wielu zawodników do I ligi. Na dzień dzisiejszy ta drużyna, sklecona bardzo szybko, tworzy kolektyw, rozwojowy zespół. Ci chłopcy, to nie są jakieś wielkie nazwiska, poza Mateuszem Kwiatkowskim, który miał epizod w Ruchu Chorzów. Pozostali są raczej zawodnikami, którzy pochodzą z niższych klas, są młodzi. Przy małym budżecie postawiliśmy sobie za cel zebrać zawodników, którzy chcieliby się wypromować. Jednak jak na warunki drugoligowe prezentujemy się całkiem poprawnie.  
REKLAMA

- Podkreślił Pan, że Pana zespół tworzą zawodnicy perspektywiczni, młodzi. Tacy piłkarze muszą zmierzyć ze sporymi wahaniami formy. Tak jest teraz, bo od trzech spotkań nie możecie wygrać. Co prawda przełożono Wam spotkanie z Elaną, jednak taka statystyka może niepokoić.
- Tutaj uwidacznia się brak doświadczenia. Mieliśmy dwa mecze, gdzie trzy punkty był praktycznie na tacy. Z Rozwojem popełniamy juniorskie błędy i tracimy bramkę w  doliczonym bramkę w doliczonym czasie gry. Z ROW-em mamy rzut karny i nie wykorzystujemy, przez co remisujemy. Przydarzył nam się też mecz na Resovii, gdzie drużyna dostałą jakiejś zadyszki, czy pewnego przesilenia. Ten zespół nie może grać cały czas dobrze, bo tak jak Pan zauważył ci zawodnicy mają parę na kilka spotkań, jednak po tym okresie ta para gdzieś schodzi. Chcemy zrobić wszystko, by grać do końca i zdobyć jak najwięcej punktów.

- Gdy spojrzy się na statystyki zespołu, to w oczy rzuca się duża ilość żółtych kartek, szczególnie wśród obrońców. To efekt taktyki? 
- Nigdy nie uczyłem zawodników, by kopali rywali. Zawsze powinni atakować piłkę. Jednak sporo tych kartek zostało rozdanych pochopnie, wiele razy miałem o to pretensje, bo sędziowie wielokrotnie zbyt się przejmują i kilka z tych kartoników było niesprawiedliwych. Jednak część z nich wynika z tego, że ci młodzi chłopcy nie mają tej mądrości w grze, by czasem odpuścić, nie wchodzić wślizgiem i nie iść w zaparte. Oni po prostu grają spontanicznie i nie zastanawiają się dużo. Brakuje w tym jeszcze rozumu.
REKLAMA

- Wśród powołanych do reprezentacji U-19 znalazł się zawodnik Błękitnych, Błażej Starzycki. To duży talent?
- Myślę, że ma talent. Trzeba go jednak wzmocnić, bo to dosyć mikry chłopak. Brakuje mu jeszcze tej sylwetki, atletyki, ale ma bardzo dobrą technikę. Jestem z niego bardzo zadowolony, bo bardzo dobrze się sprawuję. Jest naszym wychowankiem, ale przeszedł do Pogoni Szczecin. Tam uznał, że chce więcej grać, więc go wypożyczyliśmy z powrotem. Myślę, że ma możliwości, by grać w ekstraklasie, ale jeszcze dużo pracy przed nim 

- Skauci Pogoni obserwują go regularnie?
- Myślę, że każdy zespół, który wypożycza swoich ludzi, monitoruje ich postępy, by ocenić czy warto ściągnąć ich z powrotem. Błażej ma dopiero 18 lat i dobrze, że do nas wrócił bo ma szansę się ogrywać.
REKLAMA

- W kadrze możemy znaleźć również ciekawe nazwisko w postaci Japończyka Shimmury, który trafił do Was z Gwardii Koszalin.
- Tak, był w Gwardii, gdzie swego czasu grało trzech Japończyków, z których jeden, Takuya Murayama, poszedł do Pogoni. Gdy Gwardia spadła, to do nas trafiło kilku zawodników – Baranowski, Kwiatkowski, Brzeziański. Ci zwodnicy tworzą teraz szkielet zespołu. A jeśli chodzi o Shimmurę, to jest to wyróżniający się piłkarz. Mówi bardzo dobrze po polsku i jest bardzo pracowity, jak cały ten naród.

- Przed Pana zespołem teraz duże wyzwanie, mianowicie przyjeżdżacie do Łodzi, na Widzew. Nie uważa Pan, że Pana zespół może mieć problem z udźwignięciem presji trybun? Większość z nich nie grała nigdy przy takiej publice. 
- To jest coś czego najbardziej się najbardziej obawiam. Bo prawda jest taka, że oni nie grali jeszcze przy takiej publiczności, przy światłach. To jest zupełnie inna atmosfera, inna gra. Boję się, że młodzi mogą się zdenerwować i popełniać błędy. Dużo rozmawiamy, jednak rozmowa to nie wszystko. Ja grałem wielokrotnie na Widzewie, również prowadziłem tam zespoły i wiem jaka tam jest atmosfera. Prowadziłem Zawiszę Bydgoszcz, gdzie w meczu pucharowym o wygranej zdecydowały rzuty karne. Pamiętam mecz z Lechem, gdzie przyjechaliśmy po długiej serii, by wygrać po raz dziesiąty, a dostaliśmy 3:0 i zimny prysznic. To był jeszcze zespół z Wichniarkiem i wieloma innymi świetnymi piłkarzami. To jest zawsze pewna niewiadoma, bo chłopcy będą musieli pokazać duże umiejętności, mocno się starać. Z drugiej strony, czy jest lepsza okazja, by się promować, niż mecz z Widzewem? To jest duży atut dla trenera, który chce zmotywować swój zespół, bo nie można się lepiej pokazać, niż w takim meczu. Teraz pytanie, czy zobaczymy u moich zawodników przerost ambicji, czy jednak się przestraszą?

JD