REKLAMA
REKLAMA
 
Największe wzmocnienie Widzewa przed rundą wiosenną?
REKLAMA
 
W jak Walda, W jak Widzew. Skromny człowiek, wielki widzewiak
 
Środa, 11. lipca 2018, godz. 08:49

- Legenda to jest o Królu Kraku czy Warsie i Sawie, a ja jestem tylko długoletnim pracownikiem klubu – zwykł mawiać, choć fakty były nieubłagane: ponad 40 lat spędzonych w klubie skazywały go na taki status. Skromność kazała mu kłamać? – To były moje obowiązki, które wykonywałem najlepiej, jak umiałem. Tylko tyle – stwierdzał, choć przez znaczną część życia postawił na nogi niejednego piłkarza i niejeden wynik meczu odmienił.

Był młodym chłopakiem, gdy zawitał na Piłsudskiego. W tym czasie piłkarska reprezentacja Polski zdobyła srebro na Igrzyskach w Montrealu, Irena Szewińska ustanowiła rekord świata w biegu na 400 m, Fidel Castro został prezydentem Kuby, w Stanach Zjednoczonych rządził Gerald Ford, a w Polsce – Edward Gierek. 

Przyszedł jako były piłkarz Orła Łódź, którego karierę przerwało wojsko. Piłkarsko doszedł do… trzeciego poziomu rozgrywkowego – tego samego, na jakim zostawił Widzew odchodząc z tego świata. Przyszedł ze zwykłej przychodni lekarskiej, dlatego rozpoczęcie pracy w Widzewie było dla niego małym szokiem. Zastały go inne obowiązki, inny schemat pracy oraz inne zasady, które panowały w piłkarskiej szatni. 
REKLAMA

Musiał się przestawić, ale wyszło mu to znakomicie. Piłkarze mu ufali, bo nigdy nie wynosił sekretów szatni. O takowych nie chciał opowiadać nawet po czterdziestu latach. - Gdybym takie rzeczy wynosił, nie pracowałbym w Widzewie przez czterdzieści lat. Poza tym o wielu rzeczach nie wiedziałem, bo nie chciałem wiedzieć. Dla dobra drużyny lepiej, by pewne kwestie zostawały w samej drużynie bądź były załatwiane tylko z trenerem – mówił. 

Był swego rodzaju mediatorem między drużyną i sztabem szkoleniowym. Dbał o zdrowie swoich piłkarzy nie tylko fizyczne, ale czasem również psychiczne. Stanowisko psychologa w klubach nie istniało, ale do pana Wojtka zawsze można było podejść i szczerze porozmawiać. – Nie znam piłkarza, który wypowiadałby się o nim źle – powiedział na oficjalnej stronie Jakub Bartkowski, były zawodnik RTS, a obecnie piłkarz Wisły Kraków. 

Kostrzewiński, Chodakowski czy Możejko uśmiechali się widząc Waldę na ławce trenerskiej, bo zdarzało się, że… sam z nimi grał na treningach. Przyszedł tuż po Bońku, a jeszcze przed wejściem na salony polskiej i europejskiej piłki. Gdy zawodnikom Wielkiego Widzewa brakowało jednej osoby do równej liczby obu składów, chętnie wchodził na boisko i grał z tymi, którzy później zostali jedną z czterech najlepszych drużyn klubowych Europy. 
REKLAMA

To niemal niemożliwe, ale przez tak długi staż w Widzewie udało mu się uniknąć konfliktów. Był ugodowym człowiekiem, a pomimo upływu czasu nie miał problemu z dogadaniem się najpierw w pokoleniem Smolarka i Bońka, później Łapińskiego i Majaka, a następnie Stefano Napoleoniego, Marcina Robaka, Ugo Ukaha, Patryka Wolańskiego czy Mateusza Michalskiego. Z ogromnym szacunkiem wspominają go wszyscy, a swój żal w mediach społecznościowych wyrazili także zagraniczni piłkarze przewijający się przez Serce Łodzi, jak Alex Bruno, Bruno Pinheiro czy Sasha Bogunović. To o czymś świadczy. 

Oferty z innych klubów konsekwentnie odrzucał, podkreślając z dumą, że jest widzewiakiem. Przetrwał nawet czasy, w których nie było o terminowość lub sam fakt pensji. - Nie było czegoś takiego, że powiedziałem sobie "pieprzę, nie przychodzę jutro, mam dosyć". Były rzeczy, które powodowały złość - czy to względy finansowe, czy to sportowe - ale nigdy aż tak, by Widzew opuścić – mówił.  

W jak Wojciech, W jak Walda, W jak Widzew. Trudno nie zgodzić się z tym hasłem na statuetce, jaką otrzymał w podziękowaniu od kibiców w meczu z GKS-em Katowice, ostatnim na starym stadionie. Zmieniali się piłkarze, trenerzy, prezesi, działacze czy nawet stadiony, a on zawsze był – w szatni, w gabinecie, na plakacie. I nadal będzie, bo jeśli „Sektor Niebo” istnieje, to wielu zasiadających tam kibiców załatwiło mu wejście przez bramę, a Krzysztof Surlit z Włodzimierzem Smolarkiem, Markiem Piętą, Stefanem Wrońskim, Stanisławem Burzyńskim czy Ludwikiem Sobolewskim naszykowali miejsce obok siebie. Oczywiście na krzesełku VIP, na które zasłużył przez ponad cztery dekady. 

Spoczywaj w pokoju, Wielki Widzewiaku! 

Bartłomiej Stańdo