REKLAMA
REKLAMA
 
lp login pkt
1 kosa76 145
2 magi 140
3 robert77u 131
4 OdZawsz... 127
5 cypek1910 126
6 EGON72 123
7 Papay 122
8 bromba59 121
9 wiesia 120
10 rafi4414 120
REKLAMA
 
Dzięki czołom są już na czele
 
Niedziela, 11. marca 2018, godz. 22:24

W sobotę wznowiła rozgrywki III liga. Pierwsza wiosenna kolejka była mocno okrojona. Najbardziej w grupie IV, w której rozegrano tylko jeden mecz (w Lublinie lider Motor pokonał Podhale Nowy Targ 2:0), a resztę przełożono na kwiecień. 

W grupie II po wycofaniu Energetyka Gryfino rywale dostają punkty walkowerem. Rozegrano tam tylko dwa mecze. Do czołówki wrócił KKS Kalisz po wygranej 2:1 z Bałtykiem Gdynia. Nas to nie dziwi, bo kaliszanie, jako jedyni, nie przegrali zimowego sparingu z Widzewem.
REKLAMA

W pozostałych dwóch grupach liderzy półmetka zaczęli fatalnie. W grupie III Skra Częstochowa przegrała w Legnicy z rezerwami Miedzi 1:3, choć jesienią straciła tylko 6 goli w 17 meczach! 6:0 Polkowic z Unią Turza Śląska wskazuje, że były klub ekstraklasy jeszcze wierzy w powrót do II ligi. 

W najsilniejszej grupie I odwołano 3 mecze ze względu na stan boisk po tęgich mrozach. Fatalnie rozpoczął wiosenne łowy Sokół, który w Aleksandrowie nie potrafił strzelić gola Turowi (nawet z karnego, którego wykonywał Sebastian Kobiera). A przecież goście z Bielska Podlaskiego zajmują nadal przedostatnią lokatę. Kara za tę niemoc była surowa. Drużyna trenera Piotra Kupki spadła na drugie miejsce. Przecież liczono, że po trzech wiosennych meczach z beniaminkami przyjedzie do Łodzi jako lider. 
REKLAMA

Szansy nie zaprzepaścił Widzew, choć podejmował najbardziej bramkostrzelny zespół z Sulejówka. Rewanż za jedyną wyjazdową porażkę może nie był efektowny, ale to 2:0 przede wszystkim pozwoliło gospodarzom wrócić na pozycję lidera. Jedenaste zwycięstwo faworytów wsparte zostało kolejnym szokującym newsem medialnym: mecz na łódzkim stadionie obejrzało 17 083 widzów. Nic dziwnego, że wzdychają za powrotem legendarnego klubu do ekstraklasy nawet ci, którzy w 2014 roku bardzo starali się, by Widzew Cacka został zdegradowany.

Dwie zapowiedzi przed rundą okazały się przesadzone. Cieszy, że obawy o stan podgrzewanej trawy na stadionie przy Al.  Piłsudskiego nie sprawdziły się. Adaptacja po przejściu ze sztucznych nawierzchni podczas sparingów była tym samym łatwiejsza. Pozostaje do rozwiązania problem, gdzie trenować, by nie wracać na sztuczną murawę Łodzianki.
REKLAMA

Natomiast deklaracje grania radosnego, ofensywnego futbolu przez następców czterokrotnych mistrzów Polski były przedwczesne. Wyświechtane powiedzonko „wynik lepszy niż gra” wypada odkurzyć i dobrze, że trener Franciszek Smuda podczas pomeczowej konferencji akcentował to sam. 

Zobaczyliśmy w prawdziwych warunkach meczowych aż pięciu zawodników pozyskanych zimą. To jakby musiało się odbić na płynności akcji. Tym bardziej, że dwaj z debiutantów Dario Kristo i młodzieżowiec Marcin Pieńkowski nie poradzili sobie z presją. Obaj w sparingach grali znacznie lepiej. Najbardziej brakowało  prostopadłych, otwierających podań (według mnie film ze zwycięskiego gola Juventusu na Wembley powinien otwierać każdy taktyczny trening). Gospodarze nie strzelali zza pola karnego. Wolne przed przerwą Marka Zuziaka i po przerwie Daniela Mąki były taką próbą, ale doświadczony Dominik Pusek nie dał zaskoczyć. 

Oba gole mają sporo wspólnego. Strzelili je głowami dwaj Słowacy. Te nowe czoła wyprowadziły Widzew na czoło tabeli. Teraz inne głowy muszą myśleć, by tam pozostały do końca rozgrywek.

Bogusław Kukuć