WIDZEWIAK.PL: Czerwiec: "Wybieram się do Łodzi na mecz z Sokołem"
REKLAMA
REKLAMA
 
Największe wzmocnienie Widzewa przed rundą wiosenną?
Robert Demjan
 3848
Dario Kristo
 3737
Jakub Mikołajczak
 52
Marcin Pieńkowski
 261
Michał Przybylski
 64
Karol Stanek
 35
Marek Zuziak
 279
Ogółem oddano 8276 głosów.
REKLAMA
 
Czerwiec: "Wybieram się do Łodzi na mecz z Sokołem"
 
Poniedziałek, 12. lutego 2018, godz. 08:06

W epoce Drugiego Wielkiego Widzewa (1992-1999) czołowym piłkarzem zespołu był reprezentacyjny pomocnik Ryszard Czerwiec, który rozegrał w klubie z Al. Piłsudskiego 140 meczów w ekstraklasie, strzelił 28 goli, zdobył tytuły mistrza Polski w 1996 i 1997 roku. Jako widzewiak grał w Lidze Mistrzów 1996. 

28 lutego Ryszard kończy 50 lat, więc wypada zacząć od pytania o zdrowie.
- Na kondycję i sprawność nie narzekam. Jeszcze w 2016 roku grałem w LKS Orzeł Ryczów. Teraz trenuję ten sympatyczny klubik w IV lidze wadowickiej. Grywam w różnych drużynach olbojów. W lutym w halowych mistrzostwach Polski w Zawierciu strzeliłem nawet 6 goli drużynie Widzewa. Ale mieszkam w Jaworznie, czyli tam gdzie zaczynałem przygodę z futbolem. Prowadzę wraz z ciągle tą samą żoną Kingą lokal „Club Corner”, gdzie przychodzą kibice oglądać ciekawsze transmisje meczów - zdradza były piłkarz RTS.
REKLAMA

Czerwiec był 4 razy mistrzem Polski, bo po opuszczeniu Łodzi wywalczył także dwa tytuły z Wisłą Kraków (1999 i 2001). Tak się złożyło, że trenerami wtedy byli późniejsi selekcjonerzy reprezentacji: w trzech przypadkach Franciszek Smuda i w jednym Adam Nawałka. Miał sporo szczęścia. 

- Pewnie, że od trenerów dużo zależało. Obaj potrafili wykorzystać potencjał zespołów, jakie prowadzili. Mieli autorytet, wykonywaliśmy ich polecenia treningowe i meczowe jak najdokładniej. Pamiętam, że Smuda bazował na intuicji. Miał nosa co do wyboru najlepszych zawodników na dany mecz, z reguły trafnie dokonywał zmian, choć przywiązywał się do składu. Nieraz wydało się, że ktoś grał słabo, ale jednak pozostawiał go na boisku i często ten zawodnik przesądzał o wygranej. Teraz rynek psują menedżerowie i wielu działaczy, bo wywierają nadmierną presję na trenerach. Mogę coś na ten temat powiedzieć, bo byłem w Wiśle skautem u Smudy i kierownikiem drużyny u Skorży. Mogę to porównać z dzisiejszymi czasami. Stąd też się biorą słabsze wyniki polskich klubów w pucharach - sugeruje Czerwiec.
REKLAMA

- Widzewskie czasy były dla mnie szczęśliwe. Nie tylko ze względu na sukcesy sportowe, ale także wyjątkowych kibiców. W życiu osobistym też było fajnie. Przecież moja dziś 23-letnia córka Jula jest właściwie łodzianką. Brakuje mi tylko Widzewa w ekstraklasie. Pamiętam, że nawet gdy widzewiacy grali w tym wieku coraz słabiej, to jednak na meczach w Krakowie potrafili skupić większą widownię, niż konkurenci. Legenda robi swoje. Z tego co wiem, to wszystko jest na dobrej drodze, by powrót do grona najlepszych był najszybszy. Swoje robi nowy stadion i niesamowita frekwencja na widowni. Chyba znajdzie się dla mnie jakieś miejsce, bo wybieram się do Łodzi 31 marca na mecz 21. kolejki z Sokołem Aleksandrów, czyli liderem półmetka w tej grupie.  Pamiętam, że karierę widzewską zacząłem wygraną Bytomiu z Szombierkami 1:0, a w debiucie przed łódzką widownią też zwyciężyliśmy Zawiszę 2:1 i nawet strzeliłem wtedy gola. Może teraz udanie zadebiutuję jako kibic - zapowiada wizytę w Łodzi były widzewski mistrz Polski. 

Bogusław Kukuć