REKLAMA
REKLAMA
 
lp login pkt
1 kosa76 100
2 robert77u 99
3 magi 98
4 Krzysiek74 92
5 Papay 92
6 EGON72 90
7 OdZawsz... 90
8 cypek1910 87
9 Arek1973 86
10 jacekz 85
REKLAMA
 
Czerwiec: "Wybieram się do Łodzi na mecz z Sokołem"
 
Poniedziałek, 12. lutego 2018, godz. 08:06

W epoce Drugiego Wielkiego Widzewa (1992-1999) czołowym piłkarzem zespołu był reprezentacyjny pomocnik Ryszard Czerwiec, który rozegrał w klubie z Al. Piłsudskiego 140 meczów w ekstraklasie, strzelił 28 goli, zdobył tytuły mistrza Polski w 1996 i 1997 roku. Jako widzewiak grał w Lidze Mistrzów 1996. 

28 lutego Ryszard kończy 50 lat, więc wypada zacząć od pytania o zdrowie.
- Na kondycję i sprawność nie narzekam. Jeszcze w 2016 roku grałem w LKS Orzeł Ryczów. Teraz trenuję ten sympatyczny klubik w IV lidze wadowickiej. Grywam w różnych drużynach olbojów. W lutym w halowych mistrzostwach Polski w Zawierciu strzeliłem nawet 6 goli drużynie Widzewa. Ale mieszkam w Jaworznie, czyli tam gdzie zaczynałem przygodę z futbolem. Prowadzę wraz z ciągle tą samą żoną Kingą lokal „Club Corner”, gdzie przychodzą kibice oglądać ciekawsze transmisje meczów - zdradza były piłkarz RTS.
REKLAMA

Czerwiec był 4 razy mistrzem Polski, bo po opuszczeniu Łodzi wywalczył także dwa tytuły z Wisłą Kraków (1999 i 2001). Tak się złożyło, że trenerami wtedy byli późniejsi selekcjonerzy reprezentacji: w trzech przypadkach Franciszek Smuda i w jednym Adam Nawałka. Miał sporo szczęścia. 

- Pewnie, że od trenerów dużo zależało. Obaj potrafili wykorzystać potencjał zespołów, jakie prowadzili. Mieli autorytet, wykonywaliśmy ich polecenia treningowe i meczowe jak najdokładniej. Pamiętam, że Smuda bazował na intuicji. Miał nosa co do wyboru najlepszych zawodników na dany mecz, z reguły trafnie dokonywał zmian, choć przywiązywał się do składu. Nieraz wydało się, że ktoś grał słabo, ale jednak pozostawiał go na boisku i często ten zawodnik przesądzał o wygranej. Teraz rynek psują menedżerowie i wielu działaczy, bo wywierają nadmierną presję na trenerach. Mogę coś na ten temat powiedzieć, bo byłem w Wiśle skautem u Smudy i kierownikiem drużyny u Skorży. Mogę to porównać z dzisiejszymi czasami. Stąd też się biorą słabsze wyniki polskich klubów w pucharach - sugeruje Czerwiec.
REKLAMA

- Widzewskie czasy były dla mnie szczęśliwe. Nie tylko ze względu na sukcesy sportowe, ale także wyjątkowych kibiców. W życiu osobistym też było fajnie. Przecież moja dziś 23-letnia córka Jula jest właściwie łodzianką. Brakuje mi tylko Widzewa w ekstraklasie. Pamiętam, że nawet gdy widzewiacy grali w tym wieku coraz słabiej, to jednak na meczach w Krakowie potrafili skupić większą widownię, niż konkurenci. Legenda robi swoje. Z tego co wiem, to wszystko jest na dobrej drodze, by powrót do grona najlepszych był najszybszy. Swoje robi nowy stadion i niesamowita frekwencja na widowni. Chyba znajdzie się dla mnie jakieś miejsce, bo wybieram się do Łodzi 31 marca na mecz 21. kolejki z Sokołem Aleksandrów, czyli liderem półmetka w tej grupie.  Pamiętam, że karierę widzewską zacząłem wygraną Bytomiu z Szombierkami 1:0, a w debiucie przed łódzką widownią też zwyciężyliśmy Zawiszę 2:1 i nawet strzeliłem wtedy gola. Może teraz udanie zadebiutuję jako kibic - zapowiada wizytę w Łodzi były widzewski mistrz Polski. 

Bogusław Kukuć