REKLAMA
REKLAMA
 
lp login pkt
1 kosa76 145
2 magi 141
3 robert77u 132
4 cypek1910 127
5 OdZawsz... 127
6 EGON72 123
7 Papay 123
8 wiesia 121
9 rafi4414 121
10 bromba59 121
REKLAMA
REKLAMA
 
Który z nowych zawodników okazał się najlepszy?
Michael Ameyaw
 27
Przemysław Banaszak
 153
Mikołaj Gibas
 12
Grzegorz Gibki
 6
Konrad Gutowski
 1092
Sebastian Kamiński
 32
Nika Kwantaliani
 23
Filip Mihaljević
 274
Damian Paszliński
 10
Simonas Paulius
 14
Tomasz Wełna
 36
Ogółem oddano 1679 głosów.
REKLAMA
 
TYLKO U NAS! Zdanowska: "To była trafiona inwestycja"
 
Środa, 22. marca 2017, godz. 18:25

Otwarcie stadionu przy al. Piłsudskiego i pierwszy mecz na tym obiekcie, to było święto nie tylko Widzewa, ale i Łodzi. Na trybunach pojawiła się oczywiście prezydent Hanna Zdanowska, która także uczestniczyła w ceremonii przecięcia wstęgi i ogłosiła, że uznaje stadion za otwarty. W rozmowie z "Widzewiakiem" Hanna Zdanowska dzieli się emocjami z tego wydarzenia.

- Emocje po sobotnim meczu już opadły?
Hanna Zdanowska: - Będąc w tym miejscu, w tym czasie oczywiście emocje musiały się udzielić. Moje emocje związane były też z poczuciem, że to była trafiona inwestycja. Trzeba pamiętać, że to była od początku inwestycja z dużym ładunkiem emocjonalnym. Potwierdziło się jednak, że warto podejmować odważne decyzje i realizować tego typu projekty. Były też mniej sympatyczne emocje, bo drżałam, co by było, gdyby sektorówka zapaliła się od rac. Bałam się po prostu
o bezpieczeństwo ludzi.

- Nie wspomina pani o jakichś emocjach związanych z przecinaniem wstęgi? Może wzruszeniu?
- To na pewno. Takie okazje nie zdarzają się często. Przecież tego typu obiektów nie buduje się na rok, dwa czy pięć. Jeśli są właściwie eksploatowane i na bieżąco udoskonalane, to mogą służyć latami. Mam nadzieję, że ten stadion pięknie wpisze się w historię, jedną z historii opowiadaną przez miasto, historię Widzewa.

- Była też ulga związana z przyjęciem przez publiczność na tym stadionie? Przy poprzednim otwarciu obiektu sportowego w Łodzi, nie została pani tak przyjęta, jak pewnie by pani sobie życzyła...
- Zdaję sobie sprawę, że tamten obiekt nie jest na miarę oczekiwań kibiców z tamtej części Łodzi, ale powiedziałam od razu, że to początek. Była swego rodzaju ulga, bo nigdy nie wiadomo, jak ludzie zareagują, jak człowiek zostanie przyjęty. Powiem tak - nie mam sobie nic do zarzucenia.  Ani wobec jednego, ani wobec drugiego klubu. Ale zdaję sobie sprawę, jakie emocje wiążą się z przynależnością do jednej czy drugiej grupy kibiców. Ja żyję sportem i mam go na co dzień w domu. Dla mnie jest elementem kultury życia. To przekłada się na wszystko. Sprawa obiektów sportowych od początku budziła emocje, które dodatkowo były podgrzewane przez polityków. Wiele osób kieruje się tym, jak te decyzje były im przekazane. Dlatego nigdy nie ma się pewności, że jak coś zrobi się w dobrej wierze i jak najlepiej się potrafi, to zostanie przez ludzi dobrze przyjęte.

- Decyzja o budowie stadionu nie była łatwa. Na początku była inna, potem - po protestach kibiców - była zmieniana. Być może miała pani chwilę zwątpienia, co do zasadności tej inwestycji, gdy upadała spółka i nie wiadomo było, jak potoczy się odbudowa. Ostatecznie jednak nikt nie może powiedzieć, że to była zła decyzja. Komplet widzów na pierwszym meczu nie pozostawia wątpliwości.
- Chwała kibicom, którzy kupili tak dużo karnetów. Mam nadzieję, że będą regularnie pojawiać się na trybunach. Różne były koleje losu, jeśli chodzi o ten projekt. Zapadało wiele decyzji, które potem były zmieniane. Różne spojrzenie na tę sprawę prezentowali właściciele klubów i przedstawiciele kibiców. Cieszę się, że podjęłam taką decyzję i zamknęłam dyskusję. Początkowo chciałam wypracować takie optymalne rozwiązanie, które wszystkich zadowoli. Okazało się, że to niemożliwe. Oczekiwania były ogromne. Słyszałam o stadionie na 35 czy 40 tysięcy widzów. Na taki nas nie stać. Trzeba było zdecydować się na taką formułę, na którą nas stać. Powstał bardzo fajny obiekt za rozsądną cenę. Jestem spokojna, że nie miałam fanaberii, takiej jak niektóre inne miasta, które wydały na stadion 800 milionów albo miliard. Nie miałam wątpliwości, gdy Widzew znalazł się w kryzysie. Uważałam, że właśnie danie mu takiej wędki, pomoże w odbudowie. Na pewno pomogą w tym także obiekty treningowe, które wkrótce zostaną oddane do użytku.

- Ten karnetowy rekord Polski to chyba także dobry PR dla Łodzi?
- To jest ewenement i absolutny rekord. Jeśli chodzi o ten poziom rozgrywkowy, to nie wiem, czy nie rekord świata? To robi wrażenie i pokazuje, że klub ma bardzo wielu wspaniałych kibiców, a jednocześnie to duży zastrzyk finansowy dla klubu. Po meczu długo rozmawiałam z panem prezesem Bońkiem i on również był pod wrażeniem.
REKLAMA

- Ile pani odebrała telefonów od znajomych z prośbą o bilety na mecz otwarcia?
- Proszę pana, trudno policzyć nawet. Ale od razu wszystkim mówiłam, że to stowarzyszenie dystrybuuje bilety i ja nie dysponuję żadnymi. Zarząd Widzewa zapraszał, kogo uważał za stosowane. Myślę, że zrobili to dobrze. Ja nie chciałam tylko, żeby to był spęd polityczny, by politycy różnych opcji pojawiali się tu i chwalili, co to oni nie zrobili w tej sprawie. To było święto piłki, święto klubu. Na meczu nie widziałam wielu polityków - i bardzo dobrze .

- Pewnie docierały do pani sygnały o trudnych rozmowach między Widzewem i MAKiS-em w sprawie warunków umowy na korzystanie ze stadionu. Nie ingerowała pani w ten proces?
- Z chwilą, kiedy wchodzą w grę pieniądze i ktoś ponosi jakąś odpowiedzialność, to staram się nie wtrącać. Mogę nadzorować ogólny proces, sprawdzać czy rozmowy posuwają się do przodu. Żeby była jasność, negocjacje z natury rzeczy są trudne. Jedni chcą osiągnąć jeden cel, inni mają drugi cel. Z tego co słyszałam od zarządu klubu i od prezesa Miejskiej Areny Kultury i Sportu Krzysztofa Maciaszczyka, wszystko się zmieniło, gdy negocjacje od strony klubu przejęły inne osoby. Potem poszło wszystko jak po maśle. Podczas meczu na trybunie widziałam, że prezes Maciaszczyk
i szef stowarzyszenia byli w dobrych relacjach i wspólnie dopingowali piłkarzy Widzewa, więc chyba się dogadali. Myślę, że bardzo ważne było to, że podjęliśmy decyzję o wynajęciu klubom bazy na tych samych warunkach, za symboliczną opłatą. Tak naprawdę, my będziemy płacić za korzystanie przez klub z obiektów. To kolejna wędka, którą dajemy klubom.

- Szkoda, że nie udało się tak zorganizować tych rozmów, żeby odbyły się dużo wcześniej. MAKiS czekał na przekazanie mu obiektu. W efekcie rozmowy rozpoczęły się bardzo późno. Do tego doszły komunikaty MAKiS-u o zamiarze wynajęcia lóż we własnym zakresie, klubu, że i tak z tych lóż nie będzie można w czasie meczów korzystać i lekko niesmaczna dyskusja w studio telewizyjnym.
- Błędy były po obu stronach. Ostatecznie udało się dogadać i to jest najważniejsze. Przypominam, że to początek współpracy. Na pewno będą dalsze rozmowy i na pewno jeszcze w przyszłości nie raz te ścieżki będą się krzyżować. Może to trwało za długo, może dobierano niekiedy niewłaściwie słowa. Ale już nie ma sensu tego roztrząsać. Teraz jest dobrze i to jest najważniejsze.

- Wspominała pani o dotacjach na wynajem obiektów. To jest oczywiście pomoc dla klubów na stałe...?
- Tak, oczywiście.

- A dotacje bezpośrednie, które były do tej pory?
- To decyzja Radnych Miasta. Ale nie może być też tak, żeby mieć ciastko i zjeść ciastko. Od początku mówiłam, że priorytetem dla mnie są inwestycje w obiekty oraz w sport młodzieżowy. To jest zadanie miasta. Środki na sport kwalifikowany i tak znacznie wzrosły. Przypomnijmy, że kiedyś wspierane były tylko drużyny z ekstraklasy. Teraz wspieranych jest znacznie więcej drużyn, ale my też mamy określone warunki finansowe. Nie stać nas na wszystko. Musimy na coś się zdecydować. Od tego mamy radę sportu, której rolą jest te środki podzielić. Uczciwie mówię, nie jesteśmy w stanie zwiększyć tych środków. Pamiętam, że moi poprzednicy wydawali na ten cel ułamek tych pieniędzy, które wydaję ja. Kluby otrzymały od nas bazę, czyli tę wędkę, o której cały czas mówię. Teraz łatwiej będzie im o sponsorów.

- Żebym dobrze zrozumiał, te dotacje pozostają na dotychczasowym poziomie czy z tych właśnie środków są dotacje na wynajem obiektów?
- Kluby dostały wsparcie na obiekty, które są bezkosztowe. Do wszystkiego nie możemy dokładać. Zresztą na takim stanowisku stałam od początku - zbudować bazę sportową i dać klubom wędkę, by pozyskiwały sponsorów komercyjnych. Teraz działacze muszą się skupić na budowaniu drużyny i awansach sportowych. Myślę, że się im to uda.

Tomasz Andrzejewski