REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
 
lp login pkt
1 grzesie... 221
2 Bogdan 220
3 proffi 217
4 kris64 216
5 jacekz 213
REKLAMA
REKLAMA
 
Największe wzmocnienie Widzewa przed rundą jesienną?
Kacper Falon
 275
Daniel Gołębiewski
 29
Damian Kostkowski
 377
Aleksander Kwiek
 118
Michał Miller
 1706
Bartłomiej Niedziela
 87
Mateusz Ostaszewski
 17
Marcin Pigiel
 174
Bartłomiej Rakowski
 14
Radosław Sylwestrzak
 68
Daniel Świderski
 477
Ogółem oddano 3342 głosów.
REKLAMA
 
Legia II Warszawa - Widzew Łódź 3:1 (1:1)
 
Sobota, 26. listopada 2016, godz. 13:55

W zaległym spotkaniu 6. kolejki rezerwy Legii Warszawa niestety pokonały Widzew Łódź 3:1 (1:1). Największa w tym zasługa bramkarza... Michała Chorosia.

Trener Tomasz Muchiński zamiast zganiać winę za ostatnie wyniki na swojego poprzednika Marcina Płuskę, sam powinien uderzyć się w pierś. To co wyrabiają trenowani przez niego bramkarze, to kryminał. To czy między słupkami stoi Mateusz Wlazłowski, czy Michał Choroś nie ma żadnego znaczenia. Obaj pełnią praktycznie rolę ręcznika, w którego tylko jeśli się trafi, jest szansa, że coś złapie. Niestety rywale nie są tak wyrozumiali.

W Aleksandrowie Łódzkim Wlazłowski zawalił przynajmniej przy jednej bramce dla Sokoła (1:3). W spotkaniu w Ząbkach, gdzie rezerwy Legii rozgrywają swoje spotkanie, do bramki wrócił Choroś. Niestety równie dobrze Muchiński mógł postawić na kierownika drużyny lub masażystę. Z tą różnicą, że istnieje spore prawdopodobieństwo wyłapania przez nich piłki zagrywanej z rzutu rożnego!

Widzew w spotkaniu z drugą drużyną Legii miał odrobić straty do zespołów z czołówki – dwanaście punktów do ŁKS Łódź i siedem do Drwęcy Nowe Miasto Lubawskie. Zanim jednak mecz rozpoczął się na dobre, zespół prowadzony przez Muchińskiego musiał odrabiać straty do gospodarzy. Już w 3. minucie, po fatalnym błędzie defensywy, Sebastian Szymański znalazł się w doskonałej sytuacji i pokonał Chorosia. Widzewiacy próbowali odrobić straty, ale to spowodowało kolejne sytuacje dla Legii. Gospodarze byli jednak nieskuteczni. Do szatni zespoły schodziły przy stanie 1:1. Tuż przed przerwą wybicie Chorosia przejął Mateusz Michalski i doprowadził do wyrównania.
REKLAMA

Chwilę po rozpoczęciu drugiej połowy widzewiacy mogli, a nawet powinni, objąć prowadzenie. Po kontrze w doskonałej sytuacji znalazł się Michalski. Pomocnik nie trafił jednak w bramkę. Później gra toczona była przeważnie w środku boiska, bez większego zagrożenia z obu stron. Nadeszła jednak 67. minuta. Szymański zacentrował z rzutu rożnego, Choroś nie trafił w piłkę, a ta wylądowała w bramce. Tragedia!

Na kwadrans przed zakończeniem meczu kibice Widzewa wywiesili transparent o treści: "Jak się nie chce zapier... to będziecie stąd spier...". Choroś widocznie uznał, że pora uciekać z Łodzi, ale na zakończenie pobytu postanowił zaprezentować kolejną kabaretową interwencję. Nie złapał piłki po dośrodkowaniu, więc Miłosz Szczepański skierował ją do pustej bramki. W końcówce meczu bramkarz Widzewa otrzymał gromkie brawa od kibiców za... złapanie piłki. Po takich błędach nie można spotkania nawet zremisować. Oby do wiosny!

Legia II Warszawa - Widzew Łódź 3:1 (1:1)


Bramki:
1:0 Szymański (3)
1:1 Michalski (44)
2:1 Szymański (67)
3:1 Szczepański (84)

Składy:
Legia II: Majecki - Szrek, Zawal, Małachowski, Hołownia - Urbański (89, Waniek), Szymański (79, Suchanek) - Trąbka (61, Szczepański), Vranjes, Nawotka - Kulenovic (58, Ryczkowski).
Widzew: Choroś - Kozłowski, Bargieł, Zieleniecki, Gromek (77, Możdżonek) - Budka (85, Strus), Tlaga (77, Kowalczyk), Rodak, Szewczyk, Michalski (72, Zawodziński) - Mąka.

Żółte kartki:
Małachowski (Legia II) - Kozłowski, Tlaga (Widzew).

Sędzia:
Robert Olszewski (Olsztyn)



 
 
 
 
 
 
 
REKLAMA