REKLAMA
REKLAMA
 
lp login pkt
1 kosa76 145
2 magi 140
3 robert77u 131
4 OdZawsz... 127
5 cypek1910 126
6 EGON72 123
7 Papay 122
8 bromba59 121
9 wiesia 120
10 rafi4414 120
REKLAMA
 
Najlepsi trenerzy Widzewa: Władysław Żmuda
 
Piątek, 11. stycznia 2013, godz. 01:40

Rzadko się zdarza, by po zdobyciu pierwszego w historii tytułu mistrzowskiego w klubie zmieniono trenera. Tak zdarzyło się w Widzewie latem 1981 roku. Jacek Machciński, opromieniony sensacyjnym wyeliminowaniem w Pucharze UEFA Manchesteru United i Juventusu Turyn oraz wywalczeniem historycznego dla RTS mistrzostwa, nieco pochopnie zrezygnował z prowadzenia drużyny. Prezes Ludwik Sobolewski na następcę wybrał 42-letniego wtedy Władysława Żmudę, pracującego wcześniej w Górniku Zabrze. Pamiętał tego szkoleniowca z sezonu 1976/1977, kiedy widzewiacy zostali po raz pierwszy wicemistrzami. Choć pokonali wtedy prowadzony przez Żmudę zespół Śląska aż 4:0 i wygrali mecze w ostatnich pięciu kolejkach, to jednak tytuł zdobyli wrocławianie.

Żmuda rozpoczął przygodę z Widzewem od wygranej z Motorem w Łodzi 2:1, ale już w następnym meczu w Zabrzu widzewiacy przegrali aż 0:4, choć mieli w swych szeregach Młynarczyka, Żmudę, Bońka i Smolarka. Identycznej porażki łodzianie doznali także w Bytomiu z Szombierkami. Jednak zaletą nowego trenera była nowoczesna analiza przyczyn porażek i umiejętne wyciąganie wniosków. W swym pierwszym sezonie w łódzkim klubie nigdy się nie zdarzyło, by "profesor Tutka" (taki miał pseudonim) przegrał dwa mecze z rzędu. Nie było też zespołu, który wygrałby oba spotkania z Widzewem. Najlepsi z łodzian byli jednak absorbowani eliminacjami i przygotowaniami reprezentacji do finałów MŚ w Hiszpanii, gdzie Polacy zdobyli medal. Wydawało się, że ten fakt wykorzysta Śląsk, który na finiszu miał znaczną przewagę, którą łodzianie zniwelowali przed ostatnią kolejką do jednego punktu. Wrocławianie wyprodukowali nawet pamiątkowe znaczki z okazji drugiego mistrzostwa, bo podejmowali Wisłę, a Widzew grał w Chorzowie. Meczu z Ruchem nie oglądał wtedy kierownik drużyny Stefan Wroński, który obserwował spotkanie rywali we Wrocławiu. Ku rozpaczy fanów ze stolicy Dolnego Śląska gospodarze przegrali z Wisłą 0:1, choć sędzia Alojzy Jarguz podyktował dla nich karnego. Tymczasem w Chorzowie "Niebiescy" prowadzili po golu Romana Grzybowskiego w 16. minucie, ale w 31. minucie Marek Filipczak wyrównał i wynik się nie zmienił. Na czoło wyszedł Widzew, mający lepszy bilans bezpośrednich spotkań od Śląska (1:1 i 2:1). Wiwatujący tłum łodzian czekał przed stadionem. Pamiętam gorący świeży chleb, którym powitano mistrzów. Napoje też były, lecz je mniej pamiętam.
REKLAMA


W sezonie 1982/1983 łodzianie nie zdołali obronić tytułu, ale przed rozgrywkami do Serie A odeszli Zbigniew Boniek i Władysław Żmuda, a zespół uzupełniono między innymi zaciągiem utalentowanej młodzieży. Trener Żmuda odważnie i cierpliwie wprowadzał do zespołu m.in. juniorów, głównie Wiesława Wragę i Mirosława Myślińskiego, udanie wkomponował do bloku defensywnego Romana Wójcickiego, wykorzystał wszechstronność Mirosława Tłokińskiego, w bramce Młynarczyka często zastępował Henryk Bolesta. Lech w bezwzględny sposób wykorzystał uwikłanie łodzian w Puchar Europy i zespół RTS został tylko wicemistrzem, mając o punkt mniej od poznaniaków. Tytuł króla strzelców należał do Mirosławów: Okońskiego (z Lecha) i Tłokińskiego (z Widzewa). W sezonie 1983/1984 znów triumfował Lech przed Widzewem. Po pozyskaniu za 21 milionów złotych Dariusza Dziekanowskiego i Jerzego Wijasa spodziewano się trzeciego mistrzostwa. Były to czasy, gdy wicemistrzostwo RTS traktowano jak porażkę. Ale w szatni brakowało już dawnej widzewskiej atmosfery. Żmuda pracował do końca 1984 roku.

Od 1988 roku Żmuda był pracownikiem naukowym katowickiej AWF. W 1991 roku dał się namówić na powrót do Widzewa, zdobywając trzecie miejsce za Lechem Poznań i GKS Katowice. Choć zespół nie miał tylu indywidualności i krótka ławkę rezerwowych, to pod wodzą Żmudy miał serię 22 meczów ligowych z rzędu bez porażki. Po raz ostatni prowadził widzewiaków 12 maja 1993 roku w meczu w Łodzi, przegranym ze Stalą Mielec 1:2. Pod względem punktów zdobytych z Widzewem w ekstraklasie ustępuje tylko Franciszkowi Smudzie. Pod wodzą Żmudy piłkarze RTS rozegrali 144 mecze, w których wywalczyli 189 punktów (68 zwycięstw, 53 remisy, 23 porażki, bilans goli 212:131).

Władysław Żmuda miano współtwórcy pierwszego Wielkiego Widzewa wypracował także poprzez sukcesy w rywalizacji o europejskie puchary, które zaczął... fatalnie, bo od porażki 16. września 1981 roku w Łodzi w 1/16 finału Pucharu Europy z Anderlechtem 1:4. W Brukseli było już lepiej (1:2). Ale w następnym sezonie ekipa RTS osiągnęła historyczny sukces. Awansowała półfinału Pucharu Europy. Łodzianie bili wtedy rekordy popularności. Eliminowali kolejno: Hibernians La Valetta (4:1 i 3:1), Rapid Wiedeń (1:2 i 5:3) oraz FC Liverpool (2:0 i 2:3), co było megasensacją. Widzew nawet opłacił koszty transmisji telewizyjnej z rewanżu, z którego Smolarek i Tłokiński wrócili w hełmach brytyjskich policjantów. Dla trenera Żmudy był to rewanż za dwie porażki 1:2 i 0:3, jakie poniósł z klubem z Anfield Road w Pucharze UEFA w 1975 roku, gdy był trenerem Śląska.

Półfinał PE z Juventusem rozpoczął się od porażki w Turynie 0:2. Rewanż na stadionie przy al. Unii był dramatyczny, przerwany urazem głowy holenderskiego sędziego bocznego de Vrieze, trafionego butelką. Gole zdobyli król strzelców MŚ 1982 Paolo Rossi w 32. minucie, obecny prezydent UEFA Michel Platini w 82. minucie z karnego oraz Krzysztof Surlit, który pokonał mistrza świata Dino Zoffa dwukrotnie w 54. i 81. minucie z wolnego. Przeciw widzewskim kolegom zagrał wtedy obecny prezes PZPN Zbigniew Boniek. W Łodzi kibice zobaczyli futbol światowej klasy! Żmuda prowadził też widzewiaków w meczach Pucharu UEFA: z Elfsborgiem Boras w Białymstoku 0:0 i 2:2, ze Spartą Praga w Białymstoku 1:0 i 0:3, z Aarhus na widzewskim stadionie 2:0 i 0:1, z Borussią w Moenchengladbach 2:3 i w zwycięskim rewanżu przy al. Unii 1:0. z Dynamem Mińsk na stadionie ŁKS 0:2 i w rewanżu w Tbilisi 1:0, z Eintrachtem 2:2 na swoim stadionie i 0:9 we Frankfurcie.

Władysław Żmuda był typem trenera-naukowca, choć jako piłkarz był nawet kapitanem Śląska. Dużo pracował nad taktyką, potrafił długo tłumaczyć nawet młokosom, jak pokonać rywali. Pamiętam, jak kiedyś po pogadance przedmeczowej zostawił w hotelu płaszcz i autokar z drużyną wracał 100 km, bo kierownik drużyny Tadeusz Gapiński uznał, że to "odzienie w kratę było szczęśliwe dla zespołu". Żmudę można zawsze spotkać na każdym meczu Widzewa na Górnym Śląsku. Dziś 74-letni "Profesor Tutka" ma zwykle trafne, życzliwe uwagi na temat gry kolejnych pokoleń "jego" Widzewa, który za jego czasów nazywano Wielkim.

Bogusław Kukuć