Jóźwiak: "W Widzewie zdobyłem pozycję"
Środa, 7 lipca 2010, godz. 09:31

Kiedy Widzew wracał do Ekstraklasy w 1991 roku, dokonywał wielu transferów. Mówiło się wówczas o przyjściu Sławomira Chałaśkiewicza, pozyskaniu solidnego Piotra Wojdygi, transferze reprezentanta drużyny olimpijskiej Marka Bajora oraz Pawła Miąszkiewicza, o którego trwała bitwa z Legią. Mało kto zwracał na blondwłosego pomocnika z Płocka. Tymczasem Bogdan Jóźwiak, bo nim mowa, okazał się bardzo solidnym wzmocnieniem i razem z Leszkiem Iwanicki, Pawłem Miąszkiewiczem i Zdzisławem Ośmiałowskim, odpowiadali za drugą linię widzewiaków. Jóźwiak jest wychowankiem Błęktinych Raciąż skąd najbliżej do wielkiego futbolu miał do Legii Warszawa.
Jego pierwszym trenerem był Janusz Witkowski. Kiedy Błękitni wygrali finał Ogólnopolskiej Spartakiady Młodzieży w rozgrywany Bełchatowie, Jóźwiak otrzymał propozycje gry w Wiśle Płock. Z trenerem Wiesławem Małowiejskim płocki klub awansowała do drugiej ligi. Jóźwiak był jednym z najlepszych zawodników tamtej drużyny. Interesować nim zaczęła się Legia i ŁKS. Ale wtedy najszybciej zadziałał Ludwik Sobolewski. Wsiadł do samochodu z trenerem Pawłem Kowalskim i pojechali razem do Płocka.
Bogdan Jóźwiak: - Rozmowa z prezesem Sobolewskim i trenerem Kowalskim nie trwała długo. Szybko mnie przekonali. Pomyślałem sobie, że skoro sam szkoleniowiec przyjeżdża do mnie i namawia do zmiany barw, to już chyba nie mam się co zastanawiać. Chociaż nawet nie padło jedno zdanie, że mogę liczyć na grę w pierwszym zespole, powiedziałem, że się zgadzam.
- Czy pieniądze, które mieliście zapisane w kontraktach, pozwalały na dostatnie życie?
- Byłem zadowolony ze swoich poborów. Jednak prawdziwe pieniądze leżały na boisku. Premie za mecze były tak skonstruowane, że kiedy wygrywaliśmy, zarobki były naprawdę spore.
- Po trzecim miejscu na koniec rundy, trafiliście w Pucharze UEFA na Eintracht Frankfurt i przyszedł najgorszy mecz Widzewa w pucharach...
- Niestety, stało się to czego nikt się nie spodziewał. Zespół Eintrachtu był wtedy jednak bardzo silny, a my mieliśmy nowy zespół, który dopiero rok wcześniej awansował do pierwszej ligi. Szkoda, bo w Łodzi mogliśmy prowadzić już 3:0 i wtedy może Niemcy nie podnieśliby się tak łatwo. A tak, niemal nie przegraliśmy jeszcze na Widzewie. Rewanż to była naprawdę rzeź. Graliśmy cały czas tak samo. Czy to przegrywaliśmy 0:3, 0:5 czy 0:7. Bez specjalnej asekuracji i przemyślanej taktyki. Dlatego myślę, że jeśli ten mecz trwałby dłużej mogło się skończyć nawet na 0:10 lub wyżej. Na szczęście po tej klęsce, w lidze od razu wpadaliśmy na Legię. Gdyby to był słabszy zespół, mogło by być trudno o mobilizację po laniu we Frankfurcie. A tak pogoniliśmy Legię 2:0 i kibice nam niemal wybaczyli.
- Był też taki mecz z Legią, w którym zwyciężyliście zdecydowanie 3:0, a ty oprócz strzelenia gola, byłeś najlepszy na boisku. Co ciekawe w Legii też najlepszy był Jóźwiak, tyle, że Marek.
- Wówczas Legia była naprawdę słabiutka. Ich największa gwiazda Wojciech Kowalczyk, w ogóle nie był w tym meczu groźny. Mogliśmy zwyciężyć jeszcze efektowniej. O ile pamiętam, legioniści zajęli wtedy dalsze miejsce w lidze.
- A jaki był wtedy Widzew?
- Wydaje mi się, że skład był właściwie uzupełniany. Przychodzili tacy wartościowi piłkarze, jak Andrzej Michalczuk, Ryszard Czerwiec, Zbigniew Wyciszkiewicz. Później dołączył Andrzej Woźniak, Grzegorz Mielcarski, Mirosław Szymkowiak...
- Ale wcześniej w sposób brutalny pozbyto się czterech piłkarzy: Mirosława Myślińskiego, Marka Godlewskiego, Piotra Wojdygi i Wiesława Ciska.
- Pamiętam dobrze to wydarzenie. Stało się to po remisie 2:2 z Polonią Warszawa. Były zarzuty, że mecz został ustawiony, ale do mnie nic takiego nie doszło. Na domiar złego, po meczu, kiedy starym zwyczajem siedzieliśmy w saunie, Marek Godlewski otworzył szampana, bo miał urodziny. Ktoś to zobaczył i jeszcze dodatkowo zinterpretował na jego niekorzyść.
- Później przyszły trochę chudsze lata i wypadliście z czołówki, ale za trenera Władysława Stachurskiego odzyskaliście trochę rezon i walczyliście w czubie. W końcu trener Stachurski musiał odejść, a wy zostaliście wicemistrzem Polski. Do drużyny przyszedł wtedy Franciszek Smuda.
- A ja wróciłem do swojego dawnego klubu Wisły, która wtedy zmieniła nazwę na Petrochemię Płock.
- Ale dlaczego odszedłeś w przededniu największych sukcesów Widzewa lat 90? Mogłeś rok później zostać mistrzem Polski...
- Myślę, że w pewnym stopniu sam sobie byłem winien. Kiedy przyszedł do nas Franciszek Smuda, nie znał jeszcze dobrze zespołu. Przyglądał się każdemu. Akurat zostało kilka spotkań i było wiadomo, że Legii już nie dogonimy, a tytuł wicemistrza Polski jest pewny. Rozmawiałem z trenerem i spytałem, czy nie mógłbym odpocząć w dwóch meczach, ponieważ czułem się bardzo zmęczony. Spojrzał na mnie tak trochę dziwnie, ale powiedział, że jeśli chcę odpocząć, to on nie ma nic przeciwko temu. Po dwóch meczach zauważyłem, że nie wstawia mnie nadal i nie bierze pod uwagę przy ustalaniu składu. Zrozumiałem wtedy, że po zakończeniu sezonu raczej mogę sobie szukać klubu.
- W Petrochemii, po spadku z pierwszej ligi, zadanie mogło być tylko jedno, awans.
- I takie było. Niestety przegraliśmy go na samym finiszu. To było na pewno wielkie rozczarowanie. Wówczas z Widzewa przeszli jeszcze do Płocka Radosław Kowalczyk i Wojciech Małocha, a w drugą stronę powędrował Rafał Siadaczka.
- Czy to tak cię zniechęciło niepowodzenie w Płocku, że pojechałeś grać w piłkę do Izraela?
- Otrzymałem taką propozycję i postanowiłem spróbować. Dzięki temu zdobyłem nowe doświadczenia i zobaczyłem trochę świata. Grałem w dwóch klubach: Hapoel Taibe i Hapoel Kfar-Saba. W tym pierwszym klubie trenerem był Wojciech Łazarek. Oj, jak ja tam miałem wesoło. Tym bardziej, że byłem pierwszym, który rozumiał słowa trenera, bo później to już tłumacz nie dawał sobie rady z przekazaniem tych wszystkich "michałków", jakimi potrafił rzucać pan Wojciech.
- Później były lata spędzone w Radomsku, gdzie działy się różne niesamowite historie.
- Tak, tam rzeczywiście było wszystko. Oryginalny prezes, piłkarze i historie. Prezes Tadeusza Dąbrowski był tak głodny sławy, że kiedy graliśmy w drugiej lidze, wszedł na ostatnie pięć minut meczu, mimo, że liczył sobie już 45 lat. Przez ten klub przewinęło się wielu znanych piłkarzy. Drugą młodość przeżywał tam Igor Sypniewski, który właśnie z tego klubu dostał powołanie do reprezentacji. Myślę, że gdyby wówczas został u nas, a nie poszedł do Wisły, pojechałby na mundial. W bramce stał przez pewien czas inny kadrowicz Adam Matysek. Te indywidualności potrafiły się zmobilizować i dotarliśmy przecież do półfinału Pucharu Polski.
- Ale prezes Dąbrowski wyszukał m.in. Jacka Krzynówka, który przyszedł z wiejskiego klubu i zrobił furorę.
- To raczej pan Andrzej Włodarek go znalazł. Zresztą jak wielu innych zawodników. Sporo z nich trafiło do Widzewa. To on ściągnął m.in. Marka Koniarka z Zagłębia Sosnowiec.
- Których piłkarzy Widzewa wspominasz jako tych najlepszych?
- Na pewno muszę wymienić trzy nazwiska. Leszka Iwanickiego, Tomka Łapińskiego i Marka Koniarka. Jeśli chodzi o Leszka był jednym z ostatnich klasycznych rozgrywających. Potrafił rzucić piłkę tam, gdzie chciał i w odpowiednim tempie. Musieliśmy się za niego mocno nabiegać, ale było warto. Tomasz Łapiński, jak na stopera, miał nieprawdopodobny start do piłki i szybkość. Umiał poważnie obrzydzić życie napastnikom. Wreszcie Marek Koniarek. Facet, który potrafił zdobyć gola każdą częścią ciała i niemal z niczego. Ale strzelał też bardzo ładne bramki. Można było podziwiać jego kunszt snajpera.
- Ostatnio były obdchody stulecia klubu. Uczestniczyłeś w gali w filharmonii?
- Tak, byłem obecny na tej imprezie. W Widzewie osiągnąłem wiele, zdobyłem nazwisko oraz pozycję w piłce. Tego nie można zapomnieć i sądzę, że zawsze pojawię się na poważnych uroczystościach związanych z klubem, jeśli tylko zostanę zaproszony. Szkoda tylko, że oprócz mnie i kilku innych byłych zawodników, na uroczystości pojawiło się niewielu moich dawnych kolegów z boiska. Było trochę sztywno i tak jakoś nie po widzewsku.
Robert Borkowski
NOWY KOMENTARZ
Copyright © 1998 - 2009 "Widzewiak". All Rights Reserved. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Środa, 7 lipca 2010 godz. 18:15
Gdyby nie mieli obronców to by nie pozbywali sie tych ktorych wymieniłeś.Otoż "kupili 3 obronców a mianowicie ( 2 nietuzinkowych) Cihos (Petrzelka), Bunoza(Karlovce) oraz zdolnego obronce Piasta Gliwice Kowalskiego.Poza tym jest Brozek ,Singlar i chyba juz w pełni zdrowy Cleber.Jak widać "nie sa bez obrony".
Autor: obserwator (użytkownik: 18340, komentarzy: 1543)
Środa, 7 lipca 2010 godz. 18:02
Plan sparingów Widzewa na obozie w Niemczech
Cztery dni po zakończeniu obozu we Wronkach piłkarze Widzewa wyjadą na drugie letnie zgrupowanie. Przez dwa tygodnie bazą treningową zespołu Andrzeja Kretka będzie ośrodek w niemieckim Brün-Wenden. Położony jest on około godziny drogi od Dortmundu.
Widzew uda się do Niemiec autokarem. Podróż podzielona będzie na dwa etapy i rozpocznie się w środę 14 lipca. Wówczas zespół wyjdzie z Łodzi, a noc z 14 na 15 lipca spędzi w jednym z hoteli nieopodal granicy niemieckiej. Następnego dnia drużyna wyruszy w dalszą podróż.
Podczas zgrupowania rozegrane zostaną cztery mecze sparingowe. Widzew zmierzy się z niemieckimi MSV 02 Duisburg oraz SC Paderborn 07, a także holenderskim ADO Den Haag. Czwarty sparingparter jest jeszcze w trakcie ustalania.
Pierwsze spotkanie kontrolne łodzianie rozegrają 17 lipca. Przeciwnikiem Widzewa będzie zespół z 2. Bundesligi MSV 02 Duisburg, który w poprzednim sezonie uplasował się na szóstym miejscu w tabeli. Ciekawostką jest, że kilka lat temu w MSV występował Rafał Grzelak.
W tej samej klasie rozgrywkowej występuje także SC Paderborn 07. Niemcy zakończyli rozgrywki na piątym miejscu, a więc o jedną pozycję wyżej, niż gracze z Duisburga.
Ponadto odbędzie się również sparing z przedstawicielem holenderskiej ekstraklasy HFC ADO Den Haag. Drużyna z Eredivisie zajęła w poprzednim sezonie 15. miejsce w tabeli.
Szczegóły zgrupowania Widzewa w Niemczech:
14 lipca - wyjazd na zgrupowanie,
15-27 lipca - obóz w Brün-Wenden,
17 lipca - sparing z MSV 02 Duisburg (Niemcy),
24 lipca - sparing z HFC ADO Den Haag (Holandia),
27 lipca - sparing z SC Paderborn 07 (Niemcy),
28 lipca - przyjazd do Łodzi.
źródło: Widzew Łódź
Cztery dni po zakończeniu obozu we Wronkach piłkarze Widzewa wyjadą na drugie letnie zgrupowanie. Przez dwa tygodnie bazą treningową zespołu Andrzeja Kretka będzie ośrodek w niemieckim Brün-Wenden. Położony jest on około godziny drogi od Dortmundu.
Widzew uda się do Niemiec autokarem. Podróż podzielona będzie na dwa etapy i rozpocznie się w środę 14 lipca. Wówczas zespół wyjdzie z Łodzi, a noc z 14 na 15 lipca spędzi w jednym z hoteli nieopodal granicy niemieckiej. Następnego dnia drużyna wyruszy w dalszą podróż.
Podczas zgrupowania rozegrane zostaną cztery mecze sparingowe. Widzew zmierzy się z niemieckimi MSV 02 Duisburg oraz SC Paderborn 07, a także holenderskim ADO Den Haag. Czwarty sparingparter jest jeszcze w trakcie ustalania.
Pierwsze spotkanie kontrolne łodzianie rozegrają 17 lipca. Przeciwnikiem Widzewa będzie zespół z 2. Bundesligi MSV 02 Duisburg, który w poprzednim sezonie uplasował się na szóstym miejscu w tabeli. Ciekawostką jest, że kilka lat temu w MSV występował Rafał Grzelak.
W tej samej klasie rozgrywkowej występuje także SC Paderborn 07. Niemcy zakończyli rozgrywki na piątym miejscu, a więc o jedną pozycję wyżej, niż gracze z Duisburga.
Ponadto odbędzie się również sparing z przedstawicielem holenderskiej ekstraklasy HFC ADO Den Haag. Drużyna z Eredivisie zajęła w poprzednim sezonie 15. miejsce w tabeli.
Szczegóły zgrupowania Widzewa w Niemczech:
14 lipca - wyjazd na zgrupowanie,
15-27 lipca - obóz w Brün-Wenden,
17 lipca - sparing z MSV 02 Duisburg (Niemcy),
24 lipca - sparing z HFC ADO Den Haag (Holandia),
27 lipca - sparing z SC Paderborn 07 (Niemcy),
28 lipca - przyjazd do Łodzi.
źródło: Widzew Łódź
Autor: JwP (użytkownik: 12909, komentarzy: 924)
Środa, 7 lipca 2010 godz. 17:17
http://www.sport.pl/sport/1,78982,8108495,Zaskakujace_wyznanie_dyrektora_sportowego_Widzewa.html
Link do artykułu ze szczerymi wypowiedziami "naszego kochanego magistra"
Link do artykułu ze szczerymi wypowiedziami "naszego kochanego magistra"
Autor: kacz (użytkownik: 22384, komentarzy: 99)
Środa, 7 lipca 2010 godz. 16:55
Mick (niezalogowany)
Nie unoś się tak bo... odlecisz. :)
Masz rację.
"Następnie do 14 zwycięzców rundy wstępnej zostaje w I rundzie (1/32 finału) dolosowanych 18 pierwszoligowców poprzedniego sezonu (jeden mecz, na boisku teoretycznie słabszej drużyny z pary)."
Nie myli się ten co nic nie robi.
Pozdro
Nie unoś się tak bo... odlecisz. :)
Masz rację.
"Następnie do 14 zwycięzców rundy wstępnej zostaje w I rundzie (1/32 finału) dolosowanych 18 pierwszoligowców poprzedniego sezonu (jeden mecz, na boisku teoretycznie słabszej drużyny z pary)."
Nie myli się ten co nic nie robi.
Pozdro
Autor: przemeq (użytkownik: 23941, komentarzy: 6636)
Środa, 7 lipca 2010 godz. 16:24
No zwłaszcza Wisła będzie teraz wielka bez obrony (odeszli Głowacji, Marcelo, Alvarez i Jop) i ciągle grając na Suchych Stawach
Autor: PeterSteele (użytkownik: 23829, komentarzy: 1997)







